Problemów z ustawą o PIT nie byłoby, gdyby posłowie nie dopisali do niej czwartej, 50-proc. stawki podatku dochodowego. Mieliby ją płacić ci, którzy zarabiają ponad 600 tys. zł rocznie. Choć pomysł zyskał spore poparcie w parlamencie, poza nim wywołał falę krytyki. Protestowali zwłaszcza przedsiębiorcy.

Zapisów nie zmienił Senat, wiec ostatecznie prezydent Aleksander Kwaśniewski dostał do podpisu ustawę, która zawiera 50-proc. stawkę. Zapewne, gdyby chodziło tylko o tę zmianę, prezydent nie podpisałby nowelizacji. Choćby dlatego, że o taką decyzję prosił rząd. O tym świadczy fakt, że ustawa nie została zatwierdzona przez A. Kwaśniewskiego przed końcem listopada. To otwiera drogę do zaskarżenia przepisów o nowej stawce przed Trybunałem Konstytucyjnym.

Jednak na razie nie ma zbyt wielu chętnych do skarżenia ustawy. Nawet PO, która w Sejmie była przeciwko 50-proc. stawce, zapowiedziała, że nie zaskarży ustawy. O możliwym zaskarżeniu ustawy mówili przedstawiciele przedsiębiorców. Jednak liczyli oni przede wszystkim na prezydenta i na to, że zawetuje on nowe przepisy.

Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Kancelarii Prezydenta, nie ma jeszcze decyzji w sprawie ustawy o PIT. Możliwe, że ustawa zostanie podpisana dopiero jutro, po powrocie A. Kwaśniewskiego z Czech.