Wczorajsza sesja, przynajmniej w Europie, zakończyła się wynikami, które bardzo dobrze oddają niezdecydowanie rynku. Notowania wzrosły praktycznie na wszystkich giełdach. Z 15 europejskich indeksów, które w statystyce uwzględnia serwis Yahoo! (nie ma wśród nich żadnego z warszawskich wskaźników), 14 zyskało na wartości. Tylko duński KFX zakończył minimalną stratą, do czego w dużym stopniu przyczyniła się ponad 2-proc. przecena technologicznej spółki GN Store Nord (P/E 49,4). Ale spośród rynków, które wzrosły, tylko rosyjski zyskał ponad 2%, a zwyżki w Norwegii i Szwajcarii wyniosły około 1%. Mimo niewielkiej generalnie skali wzrostu część indeksów zanotowała najwyższe wartości w tym trendzie wzrostowym i przynajmniej 52-tygodniowe maksy. Charakter rynków znacznie się zmienił w porównaniu z poprzednimi latami. Zwyżka przebiega przy spadającej zmienności rynku. Na przykład 10-dniowy wskaźnik ATR dla niemieckiego DAX (zyskał wczoraj 0,5% i również otarł się o rekord) oscyluje od kilku miesięcy wokół 50 pkt i jest bliski kilkuletniego minimum. Na szczycie internetowej hossy, w 2000 r., przekraczał 200 pkt. Wprawdzie i DAX miał wtedy prawie dwukrotnie większą wartość, ale równie wysoko ATR był jeszcze jesienią 2001 r. i jesienią 2002 r. W tym drugim przypadku DAX miał już niższą wartość niż obecnie.

Wyjaśnienie tego faktu może być następujące. Zwyżka zapoczątkowana wiosną 2003 r. (DAX spadał nieco dłużej niż np. WIG) jest tylko korektą, po pęknięciu internetowej bańki. Stąd taki "niewyraźny" charakter zwyżki i duże niezdecydowanie inwestorów. Wspominam o tym nie bez powodu, bo DAX powoli zbliża się do 38-proc. zniesienia bessy z lat 2000-2003. Znajduje się ono na poziomie 4500 pkt. Jednocześnie amerykański S&P 500 zbliża się do 62-proc. zniesienia analogicznej bessy. Przebiega ono na wysokości 1250 pkt. Z jednej strony, oznacza to, że obydwa indeksy mają jeszcze trochę miejsca na wzrost, z drugiej, że potencjał zwyżki nie jest już zbyt duży. Wygasanie trendów wzrostowych jeszcze jakiś czas potrwa.