Kolejny dzień notowania złotego zmieniały się w niewielkim stopniu. Dolar potaniał o prawie pół grosza, do 3,105 zł, natomiast euro zyskało w takim samym stopniu i kosztowało 4,171 zł. W dalszym ciągu na świecie brakuje chętnych do kupowania dolarów. Po jednodniowej przerwie amerykańska waluta znów traciła na wartości, choć w relacji do euro poprzedniego rekordu nie pobiła. Niemniej wydaje się to kwestią czasu. W odniesieniu do tej pary walut podstawowe pytanie brzmi, czy z łatwością zostanie przełamany poziom 1,35 USD za euro. Jeśli tak, wyprzedaż dolara mogłaby przybrać mniej kontrolowane kształty.
Narasta przekonanie, że w amerykańskiej gospodarce w przyszłym roku zwiększać się będzie presja inflacyjna, zmuszając tym samym Fed do dalszych podwyżek stóp. W rezultacie koniunktura na rynku obligacji pozostanie słaba, co dodatkowo będzie odstraszać od dolara. Inwestorzy nie będą chcieli tracić zarówno na spadku cen obligacji, jak i kursu walutowego. Cała nadzieja w azjatyckich bankach centralnych, które aby bronić konkurencyjności eksportu, zaczną znów na dużą skalę interweniować na rynku walutowym, a skupione dolary skierują na rynek amerykańskich obligacji skarbowych.