A. Kwaśniewski miał kilka możliwości. Przede wszystkim - mógł ustawę podatkową zawetować. Mógł też odesłać ją do Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego zdecydował się na podpisanie? Być może posłuchał opinii rządu w tej sprawie.
- Weto prezydenta do ustawy o PIT skomplikuje sytuację, bowiem ustawa zawiera nie tylko wprowadzenie 50-proc. stawki PIT, ale także korzystne dla podatników rozwiązania - powiedział premier Marek Belka.
Chodzi np. o ulgę na internet, możliwość wspólnego rozliczania się małżonków w razie śmierci jednego z nich w trakcie roku podatkowego czy korzystniejsze zasady opodatkowania zysków z inwestycji w akcje zagraniczne.
Jednak fakt, że prezydent podpisze ustawę dopiero 9 grudnia, umożliwi zaskarżenie nowych przepisów przed Trybunałem Konstytucyjnym. Trybunał wielokrotnie nakazywał, aby ustawy podatkowe były ogłaszane z odpowiednim wyprzedzeniem, aby podatnicy mogli się z nimi zapoznać. W jednym z wyroków pojawiła się nawet konkretna data - aby niekorzystne dla podatników zmiany w prawie weszły skutecznie w życie, muszą zostać ogłoszone co najmniej miesiąc przed początkiem roku. W wypadku stawki 50-proc. tak nie będzie.
Kto zaskarży ustawę? Zapewne jedna z organizacji przedsiębiorców. I jeśli wygrają one sprawę w Trybunale, budżet - zamiast zyskać 250 mln zł - będzie tracić. Urzędnicy fiskusa będą musieli bowiem zbierać podatek według 50-proc. stawki podatkowej. Dopiero kiedy Trybunał Konstytucyjny uzna, że termin wejścia w życie nowych przepisów był niezgodny z ustawą zasadniczą, budżet musiałby zwrócić pieniądze z karnymi odsetkami.