Snow nadal będzie sekretarzem skarbu (odpowiednik naszego ministra finansów), wbrew oczekiwaniom m.in. tak uznanych dzienników, jak "Washington Post" czy "Wall Street Journal", które - powołując się na anonimowych informatorów w Białym Domu - twierdziły, że Bush zdecyduje się zastąpić go kimś innym. Zdaniem komentatorów, ponowny wybór Snowa jest nagrodą za jego zaangażowanie w kampanię wyborczą prezydenta. Sekretarz objechał w jej trakcie 23 stany i udzielił dziesiątków wywiadów, uparcie powtarzając, że firmowane przez Busha obniżki podatków służą gospodarce. Swoją determinacją u niektórych zasłużył nawet na przydomek "cheerleadera".

65-letni Snow w oczach części osób z otoczenia prezydenta może nie być właściwą osobą do kierowania Departamentem Skarbu, ale wśród ekonomistów zyskał uznanie za dotychczasowe prawie dwa lata służby. - Dałbym mu wysokie noty. Umie wyrazić założenia prezydenckiej polityki gospodarczej w sposób przekonujący i skuteczny. Rozumie się ze środowiskiem biznesu i orientuje w globalnej gospodarce - chwali Snowa Mark Zandi, cytowany przez AP główny ekonomista Economy.com. Część ekspertów gani Snowa za to, że za jego czasów Departament Skarbu zbyt mocno podporządkował się wytycznym z Białego Domu i rzadko ma własne zdanie.

W najbliższych latach przed Snowem stoją dwa poważne wyzwania, wytyczone przez Busha w programie gospodarczym na drugą kadencję: reforma systemu opieki socjalnej i uproszczenie systemu podatkowego. Choć zadania są określane przez ekonomistów mianem "herkulesowych" (z uwagi na fatalną kondycję budżetu federalnego), większość wierzy, że Snow może im podołać. - On lubi pracę w zespole i będzie w stanie pchnąć grupę prezydenckich ekonomistów na właściwe tory - mówi agencji AP Sung Won Sohn, główny ekonomista Wells Fargo.

AP, Bloomberg