Publikowane do niedawna dane o wzroście PKB systematycznie okazywały się lepsze od przyjmowanych w prognozach. W 2003 roku wzrost sięgnął 3,8%, podczas gdy już poziom 3,5% z ustawy budżetowej wydawał się nadmiernie optymistyczny. Podobnie w pierwszym kwartale roku bieżącego - wzrost PKB, osiągając 6,9% znacząco przekroczył prognozy, tak wstępne (5,0%-5,2%), jak i zrekalibrowane (6,0%-6,5%). Korekta w kwartale drugim do 6,1% również okazała się mniejsza od oczekiwanej. Obecnie (nawet przy uwzględnieniu osłabienia skali wzrostu w kwartałach trzecim i czwartym w okolice 5%) najwięcej wskazań formułowanych dla wzrostu w całym roku mieści się w przedziale 5,5%-5,8% (w ustawie budżetowej na bieżący rok zakładano 5,0%).
Czego więc brakuje w takiej sytuacji? Brakuje znaczącej poprawy na rynku pracy. Przy tak dużych wzrostach PKB zmiany liczby zarejestrowanych bezrobotnych, nieznacznie tylko lepsze od wielkości typowo sezonowych, okazują się wyraźnie mniejsze niż oczekiwano. Gdybyż jeszcze przekładały się one na wzrosty zatrudnienia. Niestety, tak nie jest. Na podstawie danych o liczbie zarejestrowanych bezrobotnych oraz stopie bezrobocia można szacować liczbę pracujących i aktywnych zawodowo, jaką w swych wyliczeniach przyjmuje GUS.
Wynika z nich, że w pierwszych dziesięciu miesiącach bieżącego roku przeciętna liczba bezrobotnych była mniejsza niż przed dwunastoma miesiącami o 73 tys. osób, a przeciętna liczba zatrudnionych niższa niż przed rokiem o 80 tys. Ubytek aktywnych zawodowo na poziomie 153 tys. jest wręcz zadziwiający. Wszak z przyczyn demograficznych w latach 2004-2005 liczba osób aktywnych zawodowo powinna rosnąć po około 100 tys. osób rocznie. Faktycznie jednak będzie ona jeszcze przez jakiś czas malała, następnie zaś zacznie się stabilizować. Dzieje się tak ze względu na odejścia do grupy biernych zawodowo, związane głównie z sytuacją rodzinną i kontynuowaniem nauki. Wciąż widoczne są też przejścia z bezrobocia rejestrowanego do pracy nie rejestrowanej (co w danych wygląda na odejścia z grupy aktywnych do grupy biernych zawodowo). Zauważmy, że w ostatnich latach, przy zbliżonej sytuacji demograficznej, szacowana na potrzeby wyliczania stopy bezrobocia rejestrowanego wielkość populacji aktywnych zawodowo systematycznie malała.
Oczywiście, w obecnej sytuacji najbardziej niepokoi poziom popytu na pracę. Wszak ze wzrostem gospodarczym powinniśmy mieć tu duży wzrost. Tymczasem całość wzrostu wypracowana jest dzięki zwiększaniu wydajności. W pierwszym kwartale br., przy wzroście PKB sięgającym 6,9%, liczba pracujących przyjmowana przez GUS do kalkulacji stopy bezrobocia rejestrowanego okazała się o 0,9% niższa niż przed rokiem (wzrost wydajności sięgnął więc blisko 8%). W kwartale drugim zaś, przy wzroście gospodarczym sięgającym 6,1%, liczba pracujących była mniejsza niż w analogicznym okresie roku ubiegłego o 0,7% (wzrost wydajności bliski 7%). Choć nie tak jaskrawo, ale potwierdzając wyżej opisaną tendencję, prezentują się dane z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności. Według nich, tak w kwartale pierwszym, jak i drugim, wzrost wydajności sięgnął około 6%. Dla porównania można dodać, że w całym 2003 roku wzrost wydajności wyniósł około 4,5% po 3,7% w roku 2002, a jak przyjmowano we wstępnych szacunkach, dla lat 2004-2005 miał kształtować się w przedziale 4,6%-4,8%. Oczywiście takie wielkości wzrostu gospodarczego miały być neutralne dla poziomu zatrudnienia, wyższe natomiast miały przynieść wzrost popytu na pracę. Początek tego roku - choć nietypowo i jednorazowo podwyższony efektem unijnym - pokazuje, że nawet wzrost sięgający 5,5%-5,7% może nie okazać się wystarczającym do zwiększenia poziomu zatrudnienia. W konsekwencji 2004 r. może okazać się szóstym z kolei, w którym liczba pracujących ulegnie zmniejszeniu.