Nie da się ukryć: zbliżają się znowu święta! Dzięki nowej polskiej tradycji można to rozpoznać przede wszystkim po wielkich centrach handlowych. Nieopatrznie umówiłem się w jednym z takich miejsc w Krakowie w ostatni weekend, co kosztowało mnie 40 minut na poszukiwanie miejsca parkingowego i kolejne 50, żeby z tego przybytku wyjechać....
Święta to oczywiście złote czasy dla handlowców. Mamy co prawda wysoki poziom bezrobocia i nieznaczny tylko wzrost płac, ale w sklepach tego bynajmniej nie widać. Polacy znowu ruszyli na zakupy i to nawet wcześniej, niż przed rokiem. Oczywiście, znaczna część tych zakupów dokonywana jest na kredyt, który bez większych problemów można uzyskać na miejscu, tzn. w sklepach.
I tu właśnie przechodzę do sedna. Od kilku lat piszemy i mówimy o tym, żeby zawsze dokładnie wszystko sprawdzać i wszystko kontrolować, żeby nie dać się nabierać na oferty, które są "najatrakcyjniejsze tej zimy", gwarantują nam "naprawdę zero oprocentowania" - posługując się tylko tymi sloganami, które widziałem w weekend. Mamy wprawdzie "Ustawę o kredycie konsumenckim", ale po pierwsze, pewne rzeczy da się obejść, a po drugie, często nie zwracamy uwagi na wysokość tzw. rzeczywistego oprocentowania. Zresztą bywa, że informacje o nim albo dziwnie zlewają się kolorystycznie z różnymi "ozdobnikami", albo trzeba ich szukać z lupą.
A szkoda, że tych kwestii nie sprawdzamy dokładnie. Okazuje się bowiem, że rzeczywiste oprocentowanie wciąż potrafi sięgać 40%. Podobnie wygląda sprawa z kartami kredytowymi (czy, jak kto woli, "zakupowymi"), oferowanymi przez wielkie sieci handlowe. Ileż to razy odbierałem telefony zdziwionych klientów proszących o jakąś formę interwencji, bo nagle okazało się, że za kredyt z takiej karty trzeba zapłacić 30-40%? Gdy szybko go spłacimy, nie odczuwamy wielkości tego oprocentowania. Ot, kilka złotych. Problem pojawia się, gdy spłacamy długo albo gdy kupujemy coś naprawdę drogiego.
Innym nagminnie stosowanym chwytem są nieoprocentowane raty. Szybko okazuje się bowiem, że jeśli kupimy za gotówkę, to dostaniemy znaczny upust (i nawet nie trzeba się specjalnie męczyć, żeby go "wynegocjować"). Czyli znowu ukryty koszt kredytu.