Sesja zaczęła się dość typowo dla ostatnich tygodni. Początek to dwie godziny spokojnej konsolidacji, którą od choćby środowej sesji wyróżniała jednak bardzo ważna cecha - większe obroty. Znowu nie chodzi tylko o samą wartość obrotu, ale o fakt, że od początku sesji wzrost obrotów był bardzo systematyczny, a do tego aktywność inwestorów rozłożona była na więcej niż tylko 2-3 spółki, jak to z reguły bywa. Ta aktywność dużych graczy sugerowała, że długo w tej konsolidacji nie posiedzimy. Choć kierunek tego ruchu wskazywał węgierski BUX robiący nowe szczyty hossy, to na wybicie musieliśmy poczekać do popołudnia. Wzrost z drugiej części sesji wyniósł zarówno kontrakty, jak i WIG20 na nowe szczyty hossy. Wszystko na wyższych obrotach, więc przewaga byków nie powinna podlegać jakiejkolwiek dyskusji. Tym bardziej że zwyżka ma miejsce po korekcie jedynie do zniesienia 38,2% fali wzrostowej rozpoczętej przed miesiącem.

Mimo tak wyraźnych sygnałów, wcale nie tryskam optymizmem. Nie chcę być źle zrozumiany, że namawiam już do odwrotu i łapania szczytu. Trzeba pamiętać, że nawet jeśli szczyt zrobiliśmy, to stosunek ryzyka do zysku jest zdecydowanie korzystniejszy dla byków. A co mi się wczoraj nie podobało? Po pierwsze, wybicie z konsolidacji zaczęła druga liga z WIG20, a rynkowe tuzy dołączyły się dopiero w drugiej fazie wzrostu. Brakowało charakterystycznego w poprzednich rajdach odcięcia od akcji. Po drugie, korekta przy szczytach była na dużych obrotach i zamiast nazywać ją "zbieraniem sił" prędzej mówiłbym o dystrybucji. W końcu po trzecie - brakowało silnej końcówki sesji, która ustawiłaby świetne nastroje na kolejny dzień. Wszystko bez przekonania. Nie ma wyjścia i trzeba patrzeć w górę, ale tym razem zachowałbym szczególną ostrożność.