Wszystkie dokumenty związane z wydatkami Huty Częstochowa są już dawno w Brukseli. W przyszłym tygodniu ma odbyć się spotkanie przedstawicieli resortu gospodarki oraz Komisji Europejskiej w sprawie spółki. Możliwe że nie będą konieczne kolejne wyjaśnienia. A to oznacza, że przybliża się moment, w którym KE wyda ostateczne stanowisko, czy pomoc udzielana hucie była legalna.
- KE najbardziej szczegółowo rozpatruje bieżące dokumenty dotyczące wydatkowania pieniędzy, ale prosi także o historię. Jeśli będzie miała zastrzeżenia do jednego faktu udzielenia pomocy, to według prawa Komisja Europejska będzie mogła zażądać zwrotu całości otrzymanego od 1997 roku wsparcia. I o tym mówi się w Komisji. A zwrot natychmiastowy to upadłość dla spółki - mówi Krzysztof Dąbrowski, dyrektor departamentu polityki przemysłowej w ministerstwie gospodarki.
Huta Częstochowa nie była objęta planem restrukturyzacji hutnictwa, który był akceptowany wcześniej przez Komisję Europejską. Mimo że otrzymywała wsparcie od państwa, nie znalazła się na liście spółek, którym pomoc publiczna mogła być udzielona zgodnie z traktatem akcesyjnym.
KE zgłosiła zastrzeżenia w stosunku do dokonanych umorzeń długów huty. W grę wchodzą zarówno wierzyciele prywatni, jak i publicznoprawni. I ci ostatni nie powinni być w bardziej niekorzystnej sytuacji jako dłużnicy. Zadłużenie spółki ponaddwuipółkrotnie przekraczało wartość kapitałów i w świetle prawa zarząd firmy powinien postawić ją w stan upadłości. Tak się jednak nie stało. Swoje zabezpieczenia na majątku produkcyjnym posiadają wierzyciele huty i oni będą go sprzedawać inwestorom. Towarzystwo Finansowe Silesia już skierowało do zainteresowanych pismo zapraszające do rozmów. Chętnymi na zakup HCZ są międzynarodowy koncern stalowy LNM Holdings oraz ukraiński Donbas.