Kolejny rekord polskiej waluty to 4,08 zł za euro i 3,05 zł za dolara. - Na rynku pojawiło się we wtorek duże zlecenie sprzedaży euro - mówi Tomasz Chmielarski, diler walutowy z BRE Banku. - Wartość zlecenia to ok. 200 mln euro. To bardzo duża kwota, bo obroty na rynku są niewielkie ze względu na święta i koniec roku. Wiele banków pozamykało już pozycje - dodaje. Jego zdaniem, polską walutę kupowały prawdopodobnie zagraniczne fundusze inwestycyjne. - Przy obecnych obrotach wystarczy jedna transakcja, aby podbić kurs złotego do kolejnego rekordu. Nie ma zbyt wielu chętnych do kupowania euro - mówi też Krzysztof Zadura, diler z banku Pekao.

Specjalista zwraca uwagę, że za wzrost kursu złotego odpowiadają też gospodarstwa domowe. Wymieniają zapasy walut na złote ze względu na wzmożone wydatki w okresie świątecznym. Według Marcina Mrowca z BPH, obroty w kantorach rosną w okresie przedświątecznym o 20-30%.

Za aprecjacją złotego przede wszystkim stoją jednak zagraniczni inwestorzy, którzy kupują polskie akcje i obligacje. Ponieważ jednocześnie oczekują dalszego umocnienia naszej waluty, w wielu wypadkach nawet nie zabezpieczają się przed ryzykiem kursowym.

Według dilerów, jeśli złoty będzie się dalej umacniał w takim tempie, do końca roku kurs euro może spaść poniżej 4 zł, a dolara - poniżej 3 zł. Co będzie się później działo, tego nie wiadomo. Analitycy widzą możliwość dalszej aprecjacji. Rząd i Rada Polityki Pieniężnej mogą jednak rozpocząć słowne interwencje na rynku. Niewykluczona jest też sprzedaż walut przez Ministerstwo Finansów. Czynniki te mogą przejściowo osłabić naszą walutę.