Od 1 stycznia myto będzie obowiązywało kierowców ciężarówek o wadze powyżej 12 ton, którzy będą płacić 12,4 eurocenta za każdy przejechany kilometr. Ponieważ niemieckie autostrady wzdłuż i wszerz przemierza 2,6 mln ciężkich pojazdów rocznie, z tytułu opłat do budżetu państwa co roku powinno wpływać prawie 2,8 mld euro.

Na spore pieniądze może też liczyć konsorcjum Toll Collect, które stworzyło i będzie zarządzać systemem poboru myta. W ciągu najbliższych siedmiu lat firma, której akcjonariuszami są Deutsche Telekom i DaimlerChrysler (po 45% udziałów) oraz francuski operator autostrad Cofiroute (pozostałe 10%), spodziewa się łącznych wpływów w wysokości 7,2 mld euro. W poprzednich latach udziałowcy Toll Collect ponieśli jednak spore straty, wynikające z problemów technicznych i konfliktów w zarządzie spółki. System poboru opłat miał ruszyć już dwa lata wcześniej, z początkiem 2003 r.

Jednak nawet teraz nie wszyscy spodziewają się, że uruchomienie systemu pójdzie gładko i sprawnie. Dotąd sprzedano bowiem tylko 300 tys. tzw. urządzeń pokładowych, automatycznie obliczających przejechaną trasę i przesyłających dane do centrum Toll Collect, które wystawia potem rachunek. To tylko połowa tego, co planowano. Większość kierowców ciężarówek będzie musiała się ustawić w kolejce przy terminalu, przy wjeździe na autostradę, i wnieść opłatę "ręcznie". Podobnie korki mogą się tworzyć na rogatkach Niemiec, bo sprzedaż urządzeń do obliczania myta wśród korzystających z niemieckich dróg zagranicznych przewoźników poszła jeszcze słabiej.

Niemieccy kierowcy obawiają się, że wraz z obłożeniem opłatą przejazdu ciężarówkami, rząd otwiera sobie drogę do wprowadzenia myta także dla samochodów osobowych. Według wyliczeń opozycji, dzięki temu kasę państwa mogłoby zasilać dodatkowe pięć miliardów euro rocznie. Przedstawiciele rządu jednak uspokajają. - To nie jest na liście moich celów - stwierdził minister transportu Manfred Stolpe.

AFP