Analitycy są zgodni - w nadchodzącym tygodniu na giełdach akcji nie dojdzie do przełomu, bo niewielu jest chętnych do zawierania transakcji. Choć sztandarowe hasło kontrarian mówi, że jeśli analitycy są o czymś przekonani w 100-proc., to na pewno będzie na odwrót, nie sądzę, żeby tym razem się sprawdziło. Między świętami i Nowym Rokiem pracują tylko ci maklerzy, którzy w mijającym roku czymś podpadli i musza "odsłużyć" karę. Standardem na świecie jest wolny sylwester, a tylko nieliczne giełdy zdecydowały się na skróconą sesję w tym dniu.
Wygląda zatem na to, że w Nowy Rok wejdziemy ze starymi wątpliwościami - rynek zbiera się (już od dość dawna) do nowej fali hossy czy też trwa systematyczna dystrybucja akcji. Wątpliwości dobrze obrazuje wykres największego z sąsiednich rynków. Jeszcze w połowie listopada niemiecki DAX znajdował się w silnym trendzie wzrostowym. Zakończenie korekty w trendzie wzrostowym na tyle rozzuchwaliło kupujących, że na zamknięcie sesji 17 listopada indeks miał 4 183,4 pkt - najwyższą wartość od 52 tygodni. Później jeszcze kilkakrotnie udało się poprawić ten rekord, ale każda kolejna zwyżka była przerywana głęboką korektą, która zabierała bykom prawie cały zdobyty teren. Trend wzrostowy, zamiast przyspieszyć, zwolnił. Powstała na wykresie tygodniowym świeca z wysokim długim cieniem każe się zastanowić, czy oto nie mamy powtórki z lutego i lipca, kiedy podobne świece poprzedziły spadek notowań. Z drugiej strony, jeśli uwzględnić tylko zamknięcia tygodnia nie ma powodu do niepokoju - indeks dopiero zanotował najwyższą wartość w tym trendzie wzrostowym i właśnie rozpoczęła się kolejna lokalna korekta. To tylko ruch powrotny do przebitego właśnie szczytu z końca stycznia (4151,8 pkt)
Podobnych wątpliwości, podważających trwałość trendu wzrostowego, można doszukać się na wykresach innych najważniejszych światowych indeksów. Tło dla tych wydarzeń stanowi zwalniający, szczególnie w strefie euro, wzrost gospodarczy. Czyżbyśmy mieli ciąg dalszy anomalii na światowych giełdach i klasyczna relacja - najpierw osłabienie na giełdzie, później w gospodarce - miała przebiegać w drugą stronę?