- Przeszliśmy skrzyżowanie i jesteśmy w innym kraju - tak Iłłarionow podsumował minione miesiące w rosyjskiej gospodarce. - Przeszliśmy do modelu interwencjonizmu, z zupełnie nieudolnym wtrącaniem się państwa. Urzędnicy, którzy nie mają nic wspólnego z gospodarką, mieszają się w gospodarcze sprawy - mówił wczoraj Iłłarionow na konferencji prasowej.
Potępił władze za wyniszczenie naftowego Jukosu, którego najpierw zalano żądaniami spłaty gigantycznych zaległości z tytułu podatków, by następnie odebrać firmie najcenniejsze aktywa. Kupił je państwowy Rosnieft. Ma on zostać przyłączony do Gazpromu, nad którym Kreml uzyska wtedy pełną kontrolę. Te plany, zdaniem prezydenckiego doradcy, stanowią naruszenie prawa.
Iłłarionow nie szczędził wczoraj ostrych słów. - Przez ostatnie trzynaście lat Rosja próbowała powrócić do światowej elity, do której należała przed rewolucją bolszewicką. Teraz widzimy, że woli Trzeci Świat - powiedział.
Iłłarionow uważa, że wracając do polityki interwencjonizmu, prezydent Władimir Putin na pewno nie zrealizuje swoich zamierzeń, zakładających podwojenie rosyjskiego produktu krajowego przed 2012 r. Żeby osiągnąć ten cel, gospodarka musiałaby rozwijać się co roku o 7,3%. Tyle wyniósł wzrost gospodarczy w 2003 r., w pierwszej połowie tego był nawet o 0,1 pkt proc. wyższy. Kraj korzystał przede wszystkim na zwyżce cen surowców - ropy naftowej, której jest jednym z największych eksporterów, oraz metali. Afera wokół Jukosu sprawiła, że klimat w gospodarce znacznie się pogorszył i tempo wzrostu w całym roku spadnie poniżej 7%, a w przyszłym roku prawdopodobnie do 5,9%.
Bloomberg, Itar-Tass