Informacje płynące z giełd zachodnich wybiły wczoraj nasz rynek z kilkusesyjnej konsolidacji. Po pierwsze, bardzo dobra sesja w USA, z wyznaczeniem nowych szczytów na Nasdaq i S&P500 i najwyższym zamknięciem DJIA w trakcie obecnej fali wzrostowej. W przypadku Nasdaq jest to bardzo ważny sygnał - po kilkusesyjnej konsolidacji mamy wyraźne potwierdzenie wybicia ponad wierzchołki z początku 2004 roku. To wszystko sygnały kupna, które zapowiadają dalszy wzrost indeksów amerykańskich na przełomie 2004 i 2005 roku. Po drugie, i chyba równie ważne, handel po świętach wznowiła giełda w Londynie, co uaktywniło popyt na naszym rynku i doprowadziło do wzrostu aktywności dużych inwestorów. Po trzecie wreszcie, kwestia optymalizacji podatku i związanych z nim kończeniem stratnych pozycji była już zamknięta. W rezultacie mamy bardzo pozytywną sesję, z długą białą świecą na wykresie, dynamicznym wzrostem obrotów i zamknięciem indeksu na maksimum sesji, tylko 6 punktów poniżej najwyższego poziomu w tym roku. Zachowanie rynku potwierdziło wczoraj wyłonionych wcześniej liderów - przede wszystkim TP i Prokom, ale również sektor bankowy prowadzony wciąż przez PKO BP i Pekao. Wydaje się, że te spółki powinny zadecydować o dobrej koniunkturze w końcówce roku i na początku stycznia.
Nastroje na rynku są znakomite, a konsekwencja popytu pozwala wierzyć, że będziemy świadkami efektu stycznia. Nie widać bowiem jeszcze hurraoptymizmu i nerwowych ruchów - wzrosty są duże, ale odbywają się bez wielkich emocji. Potwierdza to baza na kontraktach, która wynosi -23 punkty. To nie jest wartość, która mogłaby wyznaczyć szczyt WIG20. Mimo że na rynek nie napływają żadne nowe pozytywne informacje makroekonomiczne, a ważnych komunikatów z dużych spółek też trudno oczekiwać w ostatnim tygodniu roku, GPW jest chyba skazana na wzrost.