Przy skromnych, jak na ostatnie miesiące, obrotach, WIG20 zdołał wczoraj wyrównać poprzedni szczyt, potwierdzając dobrą formę kupujących. Cieszy też znacząca poprawa szerokości rynku na wczorajszej sesji, choć w dłuższym horyzoncie pozostaje ona wciąż słabym punktem trwającej zwyżki. Grono liderów pozostaje wciąż to samo - banki, których indeks WIG-Banki miał wczoraj najwyższą wartość w historii, oraz TP.
Wczorajsza sesja tworzy dobrą podstawę do zaatakowania psychologicznej bariery 2 tys. pkt. Wiara w dotarcie indeksu do tego poziomu jest prawie powszechna, co każe przypuszczać, że albo osiągnąć się go nie uda, albo zostanie znacznie przekroczony. Wzrost w Pradze i Budapeszcie przekonuje, że moda na rynki z naszego regionu wciąż trwa. Wszystkie znajdują się w czołówce pod względem tegorocznej stopy zwrotu. Biorąc pod uwagę wyceny, największy potencjał wykazuje wciąż rynek węgierski, dla którego według danych Bloomberga aktualny C/Z wynosi 14,9, a obliczony na podstawie zysków prognozowanych na kolejny rok 11,2. W przypadku Polski sytuacja jest odwrotna. Bieżący C/Z dla firm z WIG20 to 10,5, prognozowany zaś 15. Dla Czech to odpowiednio 29,5 oraz 18,8, natomiast dla spółek z indeksu DJ Stoxx 600 19,2 i 16,5. Równocześnie nasz rynek odstaje od pozostałych pod względem stopy dywidendy. W Europie średnio wynosi 2-3%, w Polsce zaś jedynie 0,7%. Widać więc, że mieścimy się w średniej dla Starego Kontynentu i raczej trudno liczyć, by wyceny mogły się dalej wyraźnie zwiększać. Wszystko więc będzie zależeć od generowanych zysków, a te w przyszłym roku mają nikłe szanse, by rosnąć w solidnym tempie. W tej sytuacji ewentualne obniżenie wycen europejskich akcji tworzyłoby presję na wyceny naszych firm.
W związku z tym ostatnie słabe notowania w Europie (indeksy w Niemczech i Francji nie mogą się na dobre przedostać ponad szczyty z początku roku) i słabsze prognozy rozwoju gospodarczego w przyszłym roku stanowią poważny sygnał ostrzegawczy przed tym, że optymizm wykazywany przez nasz rynek może okazać się nieuzasadniony.