Ekonomiści nie są zgodni co do tego, jaki będzie popyt indywidualny w 2005 r. Część oczekuje stabilizacji, a nawet lekkiego wzrostu, m.in. z powodu dopłat dla rolników. Inni twierdzą, że dynamika może być mniejsza niż w tym roku, bo wynagrodzenia w przedsiębiorstwach nie zwiększają się. Na dodatek w 2005 r. nie będzie waloryzacji rent i emerytur.
Inwestycje
To największa, obok bezrobocia, bolączka polskiej gospodarki. Przedsiębiorstwa nie inwestują mimo poprawy koniunktury na rynku i znacznie lepszych wyników finansowych. Dlaczego? Ekonomiści łamią sobie głowę. Być może dlatego, że przedsiębiorstwa miały wolne moce produkcyjne, a być może z powodu obaw o trwałość wzrostu gospodarczego i stabilność polityczną. Coraz częściej padają też zarzuty przeciw GUS, że źle szacuje dynamikę inwestycji. W 2004 r. stopniowo zwiększała się ona z kwartału na kwartał, osiągając poziom 4,1% w okresie lipiec-wrzesień.
Co będzie się działo z inwestycjami w 2005 r.? Ekonomiści mówią jednym głosem: muszą ruszyć z kopyta, bo inaczej nie ma mowy o trwałym wzroście gospodarczym. Niektórzy oczekują nawet dynamiki dwucyfrowej. Pomóc ma napływ pieniędzy z UE.
Bezrobocie
Sytuacja na rynku pracy nadal jest bardzo trudna. Ożywienie w gospodarce nie skutkuje wzrostem liczby miejsc pracy. W listopadzie bezrobocie wyniosło 18,7% i było niższe niż pod koniec 2003 r. (20%). W I kwartale stopa bezrobocia przekraczała jednak 20%.