W środę euro zdrożało do rekordowego poziomu 1,3647 USD, co oznacza, że od początku września zyskało wobec dolara już 12%. Przedwczoraj osiągnęło też historyczne maksimum wobec jena. Taka sytuacja na rynku walutowym powoduje, że europejskie towary stały się dużo droższe dla odbiorców spoza Starego Kontynentu.
Ale to nie przeszkadza niemieckim przedsiębiorcom. - W nowy rok wchodzimy pełni optymizmu - zapewnia Werner Wenning, szef farmaceutycznego Bayera. Dodaje, że koncern jest dobrze zabezpieczony przed ryzykiem walutowym, ponieważ dużą część swoich wyrobów wytwarza za granicą i finansuje produkcję w lokalnych walutach. Zdaniem Wenninga, w przyszłym roku kurs euro w stosunku do dolara będzie kształtował się na zbliżonym do obecnego poziomie 1,35.
Z ankiety, którą w tym miesiącu przeprowadziła agencja Bloomberga, wynika, że aprecjacja euro nie stanowi większego problemu dla większości potężnych niemieckich koncernów. Tylko pięć z 23 przepytanych spółek (na ankietę odpowiedziały m.in. Allianz, Deutsche Telekom, HVB i Siemens) uważa, że droga waluta może przyczynić się do pogorszenia ich wyników finansowych. Szefowie 14 firm, w tym wspomniany Werner Wenning, odpowiedzieli zaś, że negatywne skutki ruchów na rynku walutowym będą w ich wypadku ograniczone, ponieważ albo - tak jak Bayer - lokują produkcję za granicą albo też zabezpieczają się kontraktami hedgingowymi.
Części niemieckich firm - np. koncernowi Adidas-Salomon - drogie euro wręcz sprzyja. Ten drugi na świecie producent odzieży i sprzętu sportowego większość produkcji ulokował w Azji, a tam płaci rachunki w dolarach. Firma woli jednak nie kusić losu i na przyszły rok za pomocą kontraktów hedgingowych zabezpieczyła ok. 70% ryzyka kursowego. Wśród firm ubolewających nad obecnym kursem europejskiej waluty znalazła się m.in. Degussa, jeden z największych na świecie producentów dodatków spożywczych. Firma ocenia, że aprecjacja euro o każdego centa odbiera około 6 mln euro z jej zysków. Szef Utz-Hellmuth Felcht podkreślił jednak, że słaby dolar pozwolił spółce zrekompensować wzrost cen ropy naftowej.
Bloomberg