Kończy się rok. To dobry czas na podsumowania i oceny, zwłaszcza że aktywność inwestorów graniczy ostatnio z zerem. Dilerzy spokojnie czekają więc na koniec tygodnia, a Ministerstwo Finansów konsultuje plan emisji obligacji złotowych na I kwartał 2005 r. Jaki więc był ten mijający rok dla papierów skarbowych? Zapewne większość z nas pamięta słowa Leszka Millera, że mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, a nie, jak zaczyna. On skończył źle, powiedzieć można, że fatalnie.

Obligacje zaczęły marnie. Pierwsze półrocze 2004 r. to wzrost rentowności, wiele nieudanych przetargów, a także często pojawiająca się na rynku panika. W lipcu negatywne nastroje osiągnęły apogeum i na rynku nastąpił zwrot. Rozpoczął się trwający do dziś okres hossy, a karty zaczął wreszcie rozdawać minister finansów. Powodów takiego obrotu spraw było kilka: wstąpienie Polski do Unii Europejskiej, co wiązało się z pojawieniem się całkiem nowych inwestorów, powołanie nowego rządu, w którym zaczęli pojawiać sie nie tylko politycy, lecz także fachowcy, oraz oczekiwania, że cykl podwyżek stóp NBP, mimo że dopiero rozpoczęty, będzie krótki. Ostatecznie ten cykl okazał się znacznie krótszy, niż się spodziewaliśmy, a teraz mówimy już o obniżkach. To dobrze wróży na przyszły rok, choć rynek już dużo dyskontuje. Ja jednak mam nadzieję pisać tylko o wzroście.