Koniec roku to tradycyjnie okres podsumowań ostatnich dwunastu miesięcy. Jako że w piątek na warszawskim parkiecie niewiele się działo, warto więc kilka słów podsumowujących napisać i spróbować postawić prognozę na przyszłość.

Rok 2004 był rekordowy. I to nie dlatego, że indeks WIG kończy rok rekordem wszech czasów. Ale dlatego, iż w siedmiu na dwanaście miesięcy ten rekord był poprawiany. Patrząc na wykresy czy to indeksu WIG, czy też indeksu dużych spółek WIG20, można odnieść wrażenie, iż szybko wyczyn ten nie zostanie powtórzony. Coraz gorsza jakość zwyżek (mniejsza szerokość rynku) do spółki z licznymi dywergencjami na tygodniowych wskaźnikach, sugerują ochłodzenie klimatu inwestycyjnego. W czasie gdy indeksy co chwila poprawiają historyczne rekordy, trudno jest prognozować powrót bessy, niemniej jednak nie należy wykluczać również takiego scenariusza. Zwłaszcza że w 2005 roku można oczekiwać pogorszenia wskaźników gospodarczych. Wydaje się jednak, że wzorem 1997 roku będziemy raczej świadkami szerokiego trendu bocznego, gdzie popyt dalej będzie dyskontował wejście Polski do Unii Europejskiej, a podaż będzie reagowała na zmniejszające się tempo wzrostu gospodarczego. W tej sytuacji, o ile tylko RPP gwałtownie nie zacznie obniżać stóp procentowych, stopy zwrotu z akcji powinny być porównywalne z tymi z obligacji. Wracając jednak do podsumowań, to rok 2004 był ciekawy dla inwestorów z uwagi na liczne debiuty. Co prawda, wymyślony przez ministra skarbu sposób sprzedaży PKO BP mógł budzić wątpliwości, jednak już na osiągniętą stopę zwrotu nikt nie może narzekać.

W minionym roku znacznie wzrosły obroty na rynku. Średnioroczne były o ponad 25% większe niż przed rokiem i aż o 90% większe niż w 2002 roku. Można mieć obawy, czy przypadkiem tak duża dynamika nie jest, podobnie jak w 2000 roku, symptomem końca hossy?

Na zakończenie wypada życzyć wszystkim Czytelnikom długich trendów, samych trafnych decyzji inwestycyjnych oraz dwucyfrowych stóp zwrotu w tym nowym 2005 roku.