Wielu przewoźników z Polski już od połowy 2004 r. informowało klientów o planowanym wprowadzeniu myta na niemieckich drogach. W nowych umowach zawierali już specjalne klauzule, które dają im prawo do podwyżki. O ile? - Ceny frachtu pójdą w górę średnio o ok. 10%. Firmy osiągają zbyt małe marże i dlatego są zmuszone przerzucić podwyżkę na klientów - wyjaśnia Tadeusz Wilk, dyrektor Departamentu Transportu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.

Inaczej jest z wcześniej podpisanymi umowami. - Z dotychczasowymi klientami staramy się wynegocjować nowe ceny. Idzie jednak różnie - mówi Marek Pijar, prezes spółki spedycyjno-transportowej Trans-Południe. - Większość klientów wykazuje zrozumienie dla wzrostu stawek - mówi z kolei Dariusz Ziental, prezes spółki PEKAES Multi-Spedytor, wyłącznego spedytora dla największej krajowej firmy transportowej - PEKAES Transport.

Wprowadzone od początku tego roku myto jest jedną z bardziej dotkliwych opłat dla przewoźników. Przeciętny podatek (uzależniony m.in. od dystansu i czasu przejazdu) wynosi 12,5 eurocentów za km. Tranzyt przez ten kraj kosztować będzie około 120 euro. Do tej pory cena przewozu ładunku przy użyciu 1 TIR-a na 1 km niemieckich tras kształtowała się w granicach 0,7-0,9 euro.

Płacimy również na Białorusi

Podwyżki grożą też firmom wysyłającym towary na Wschód. Przed świętami białoruskie Ministerstwo Transportu poinformowało o wprowadzeniu winiet dla "nierezydentów". W przypadku ciężarówek, koszty miały wynieść około 5-10 USD za tydzień. - To naruszenie elementarnych zasad konkurencji - skarży się T. Wilk. Przewoźnicy domagają się, aby rząd wprowadził w rewanżu opłaty wyrównawcze dla białoruskich TIR-ów na naszych drogach. - Poprosiłem konsula tego kraju, aby dostarczono nam treść konkretnych aktów prawnych wprowadzających winietę. Dopiero wówczas podejmiemy decyzję o ewentualnych opłatach - powiedział nam Maciej Wroński, dyrektor Departamentu Transportu Drogowego w resorcie infrastruktury.