O konieczności powołania komisji śledczej, która zbadałaby kulisy sprzedaży 30% akcji PZU konsorcjum Eureko i Banku Millennium w 1999 r., a także podpisanie aneksów w 2001 r., przedstawiciele SLD mówili już w poniedziałek (ochoczo podchwyciły to również inne kluby). Wczoraj spełnili obietnicę. Pojawiły się jednak głosy, że inicjatywa może storpedować porozumienie z Eureko, które pod koniec ub.r. wynegocjował wstępnie rząd. - Komisja śledcza do spraw prywatyzacji PZU - jeżeli powstanie - będzie się zajmować przede wszystkim sprawami z lat 1999-2001 - powiedział wczoraj premier Marek Belka. - Bardzo ważnym elementem ugody z Eureko jest wprowadzenie PZU na giełdę. To powinno być niezależne od tego, czym będzie się zajmować komisja śledcza - dodał. Według premiera, obecnie najważniejsza jest decyzja Sejmu w sprawie uchwały zaproponowanej przez LPR. Posłowie tej partii chcą zablokowania ugody z Eureko. - Mam nadzieję, że decyzja będzie pozytywna dla rządu, bo umowa z Eureko z 2001 r. jest wiążąca i oznacza przejęcie przez inwestora pełnej kontroli nad PZU, a nam udało się wynegocjować lepsze warunki - stwierdził.

Wszystko wskazuje na to, że komisja śledcza nie powstanie wcześniej niż za trzy miesiące. Powód? Najpierw prace powinna zakończyć sejmowa komisja odpowiedzialności konstytucyjnej, która od ponad dwóch lat bada kulisy prywatyzacji PZU, Telekomunikacji oraz DT Centrum. Ma ona zdecydować, czy należy postawić przed Trybunałem Stanu ówczesnego ministra skarbu Emila Wąsacza. - Planujemy zakończyć prace w marcu i dopiero wtedy komisja śledcza mogłaby zbadać nieporuszane przez nas wątki - powiedział wczoraj Józef Zych, przewodniczący komisji. Poparli go przedstawiciele PO i SdPl.

PAP