Skala spadku jest zbyt mała, żeby mówić o przewadze podaży. Na razie to raczej popyt stał się bardziej rozważny, być może porażony skalą początkowego poniedziałkowego wzrostu. Inwestorzy, rozczarowani odwrotem spod psychologicznej bariery 2000 pkt., dość chętnie pozbywali się akcji aż do południa we wtorek. Potem zaczęła się stabilizacja, po której nastąpił niewielki wzrost wartości indeksu. Zbiegło się to ze wzrostem giełdy węgierskiej i kilkoma większymi zleceniami kupna na walorach TP.
Z technicznego punktu widzenia spadki powstrzymane zostały na poziomie linii trendu, podczepionej pod dołki z listopada i grudnia ubiegłego roku, jednocześnie w bliskim sąsiedztwie średniej kroczącej z 15 sesji. Korekta była więc jak na razie płytka - jej możliwy zasięg oceniłbym nawet na 1880 pkt. Zatrzymanie dopiero na tym poziomie i późniejszy wzrost zrodziłby poważne zagrożenie w postaci możliwości powstania na wykresie formacji głowy z ramionami. O tym, że jest to całkiem realne przekonuje mnie wygląd dziennych oscylatorów, które nie potwierdziły nowego rocznego maksimum. W ujęciu tygodniowym jest niewiele lepiej, ale tu można doszukać się i dobrego wskazania, bo MACD właśnie przełamał półtoraroczną linię trendu spadkowego. W jakiś sposób uwiarygodnia to wzrost, choć trzeba mieć na uwadze, że zmiany tego wskaźnika, szczególnie w ujęciu tygodniowym, nie są zbyt częste, a sam oscylator jest po prostu bardzo wolny.
Uważam, że jeśli tylko indeks nie spadnie poniżej poziomu 1880 pkt. to będzie bez problemu kontynuował wzrost w kierunku historycznego maksimum. Pierwszą przeszkodą będzie poziom 2050 pkt., ale nie sądzę by ewentualny przestój na tej wysokości był długi. Tym samym może okazać się, że 25-procentowy wzrostu indeksu w tym roku nastąpi szybciej niżby się ktokolwiek spodziewał. Alternatywnym scenariuszem jest spadek do poziomu 1640 pkt. (z możliwą lekką korektą na wysokości 1780 pkt.), co jest jednak obecnie bardzo mało prawdopodobne.