Do tej pory najlepszy dla funduszy emerytalnych był rok 2000 - pierwszy pełny rok istnienia OFE. Jednostki wzrosły wówczas prawie o 13,8%. Stało się tak głównie za sprawą hossy internetowej. Jednak skończyła się ona w roku 2001. Fatalną sytuację na GPW widać w średniej stopie zwrotu z tamtego roku - wyniosła ona 5,7%. Potem jednak było już dużo lepiej. A najlepiej - jak się okazało - poradziły sobie OFE w minionym roku. Średnio wartość jednostki wzrosła o 14,46%.
Skąd taki dobry wynik? To oczywiście zasługa giełdy. O ile w roku 2000 WIG20 wzrósł zaledwie o 1,5% (hossa internetowa zaczęła się już w 1999 roku, a w 2000 osiągnęła swój szczyt), to w roku ubiegłym było to prawie 25%. Jednak - co także widać w wynikach - najlepiej zarabiało się na mniejszych spółkach.
Największe OFE - PZU, ING Nationale-Nederlanden czy Commercial Union - oraz te, które słyną z przywiązania do największych spółek na rynku - Sampo - uzyskały wyniki gorsze od średniej. Z kolei najlepsze rezultaty w roku 2004 uzyskały OFE Pekao (zysk 16,72%) i Credit Suisse (16,06%). Te fundusze z kolei chętniej inwestują w małe spółki. A one właśnie były głównym źródłem zysków w roku ubiegłym. Zarobkom na GPW nie przeszkadzała zbyt mocno sytuacja na rynku obligacji - papiery skarbowe najpierw bowiem sporo straciły na wartości. Jednak gdy się okazało, że podwyżki stóp nie będą zbyt duże i na dodatek szybko może dojść do obniżek, ceny obligacji poszły do góry.