Na posiedzeniu z 14 grudnia członkowie Komitetu Otwartego Rynku Fedu (FOMC) zdecydowali się podwyższyć podstawową stopę funduszy po raz piąty w ciągu pół roku. Podobnie jak wcześniej, podnieśli ją o 25 punktów bazowych - do 2,25%. "Nawet po tym posunięciu, teraz realne stopy wciąż znajdują się poniżej poziomu, który najprawdopodobniej będą musiały osiągnąć, żeby można utrzymać stabilną inflację i w pełni wykorzystać moce produkcyjne" - czytamy w oficjalnym protokole (tzw. minutes) z tego spotkania. Ukazał się on we wtorek wieczorem naszego czasu.

Co zatem zagraża opanowaniu inflacji? W protokole czytamy, że zdaniem części członków Fedu czynnikami zwiększającymi ryzyko jej przyspieszenia są "obserwowana ostatnio deprecjacja dolara na rynku walutowym, podwyższone koszty energii i możliwość spowolnienia wzrostu wydajności". Dalej jednak sprawozdanie mówi, że obecne ryzyko przyspieszenia i spowolnienia wzrostu cen członkowie Fedu uznają za "zrównoważone".

Rynek zareagował na protokół spadkiem cen emitowanych przez USA obligacji skarbowych - co oznacza, że inwestorzy odebrali go jako zapowiedź kolejnych podwyżek kosztów kredytu. Zdaniem ekonomistów, nie należy się jednak nastawiać na podwyżki o większej skali niż dotychczas. Jeszcze przez pewien czas Fed będzie podnosić stopy w dotychczasowym, miarowym tempie. Kolejny ruch w górę może nastąpić już podczas najbliższego posiedzenia, które zaplanowano na pierwsze dwa dni lutego.

Protokół z posiedzenia FOMC po raz pierwszy ukazał się w oparciu o nowe - przyjęte właśnie podczas ostatniego spotkania - zasady, tzn. już trzy tygodnie po obradach. Wcześniej publikowany był zawsze dopiero dwa-trzy dni po następnym spotkaniu. Jak czytamy we wtorkowym protokole, głosując za zmianą, członkowie FOMC uznali, że szybsza publikacja "może pomóc rynkom w interpretacji rozwoju wydarzeń gospodarczych i w przewidywaniu kierunku zmian stóp procentowych".

Reuters