Jedno z powiedzeń giełdowych graczy z Wall Street mówi, że jaki pierwszy tydzień roku na giełdzie, taki cały rok. Patrząc na ostatnie "poczynania" głównych amerykańskich indeksów nie można być optymistą. Zdecydowane czarne świece w połączeniu z utrzymującymi się od dłuższego czasu negatywnymi dywergencjami na podstawowych wskaźnikach, mogą świadczyć o odwróceniu trendu. Tym bardziej że zarówno Dow Jones, jak i Nasdaq Composite powróciły poniżej szczytów z ubiegłego roku. Tym samym tworząc z grudniowego wybicia (silny sygnał kupna) pułapkę.

Dzisiejsza sesja w Nowym Jorku całkowicie zostanie podporządkowana miesięcznemu raportowi z amerykańskiego rynku pracy. Inwestorzy powinni zwracać uwagę zwłaszcza na dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Prognozy mówią, iż w grudniu przybyło amerykańskiej gospodarce od 160 do 180 tys. nowych miejsc pracy. Z uwagi na to, iż w tym miesiącu zatrudnia się tymczasowo tysiące osób do obsługi klienta, oczekiwania takie jak najbardziej są realne. Problem w tym, że subindeks zatrudnienia publikowanych w ostatnich dniach indeksów Chicago PMI, ISM czy też ISM-Services, pokazują zupełnie inny obraz rynku pracy. Wszystkie one odnotowują w grudniu pogorszenie na rynku pracy. Optymistycznie nie nastraja również ostatni raport firmy Challenger, Gray & Christmas monitorującej planowane zwolnienia przez firmy w USA. Poinformowała ona, że ze 104,5 tys. do 109 tys. zwiększyła się w grudniu ilość przewidzianych zwolnień. W tej sytuacji można się dziwić, iż czołowe banki inwestycyjne nie zmniejszyły swoich oficjalnych prognoz odnośnie do dzisiejszych danych. Osiągnięcie bowiem wyniku ponad 160 tys., w obliczu przedstawionych wyżej subindeksów, wydaje się mało prawdopodobne. Dlatego też dzisiejsza sesja powinna przynieść kontynuację przeceny na Wall Street. Tym samym tydzień zakończy się sporym spadkiem, co odnosząc do wspominanego na samym początku powiedzenia, będzie oznaczać co najmniej słaby (jeżeli nie fatalny) rok dla byków.