Historia notowań eurodolara i akcji przekonuje, że zawirowania na rynku amerykańskiej waluty mają natychmiastowe przełożenie na zmiany indeksów giełdowych. Nie można przy tym jednoznacznie powiedzieć, że osłabienie euro za każdym razem prowadzi do spadków albo wzrostów cen akcji. Kierunek reakcji zależy często od tego, w jakim trendzie znajdują się akurat waluta i indeksy. Przykładowo, w 2001 r. kończył się trend spadkowy euro, ale akcje dalej znajdowały się w tendencji zniżkowej. Kiedy we wrześniu doszło do załamania kilkumiesięcznego odreagowania euro, indeksy zaczęły natychmiast iść w górę. Tak było praktycznie do końca 2002 r. Kiedy już inwestorzy przekonali się co do tego, że euro znajduje się w trendzie wzrostowym, relacje między rynkiem walutowym a reakcjami na rynku akcji odwróciły się. Od tego czasu kurs EUR/USD i akcje poruszają się w tym samym kierunku, a za każdym razem zakończenie fali zwyżek euro (a więc osłabienia dolara) zbiega się w czasie z korektą indeksów. Tyle że raz była to słabsza, a raz głębsza korekta. Schemat ten był widoczny w czerwcu 2003 r. i w lutym 2004 r.
Mocniejszy dolar,
słabsze akcje?
Czego można się spodziewać tym razem? Ostatnia korekta spadkowa euro wyniosła już prawie 3%. Tak silne spadki w ostatnich dwóch latach za każdym razem oznaczały zakończenie kilkumiesięcznej fali zwyżek europejskiej waluty. Jeśli tak też będzie i tym razem, to można się spodziewać problemów z kontynuacją hossy na rynku akcji. Chyba że dojdzie do radykalnej zmiany tendencji na walutach lub indeksach. Gdyby euro znalazło się definitywnie w długoterminowym trendzie spadkowym, dotychczasowe relacje mogłyby ulec zmianie. Na razie jednak, w perspektywie kilkunastu miesięcy, eurodolar wciąż znajduje się w tendencji wzrostowej. Wątpliwości powstaną dopiero, gdy EUR/USD spadnie poniżej ok. 1,28 dolara, czyli szczytu z początku 2004 r., który teraz stanowi wsparcie dla euro.
Umacniający się dalej dolar może sprowadzić S&P 500 w najbliższych tygodniach do poziomu ok. 1160 pkt. Na tej właśnie wysokości znajdowały się szczyty z początku ubiegłego roku. Ich pokonanie w listopadzie było równoznaczne ze zmianą średnioterminowego trendu na wzrostowy. Dlatego teraz tak ważna będzie obrona tego poziomu. Możliwość spadku przynajmniej na tę wysokość sugerują wskaźniki techniczne. O ile dzienny oscylator stochastyczny wskazuje już na spore wyprzedanie (co może zapowiadać kilka dni niewielkiego odreagowania), to ten sam wskaźnik w układzie tygodniowym, niestety, dał właśnie sygnał sprzedaży. Z tego względu o wyprzedaniu w średnim terminie nie można jeszcze mówić. W konsekwencji istnieje potencjał do dalszej przeceny. Także zniżkujący od niedawna tygodniowy histogram MACD nie daje podstaw do optymizmu. To, jak zachowa się S&P 500 na poziomie 1160 pkt, będzie rzutowało na dalsze losy koniunktury giełdowej.