- Zapowiadaliśmy 20-proc. wzrost w skali roku, ale z ostatnich danych wynika, że będzie to dobrze ponad 30% we wszystkich wskaźnikach, w tym przychodów ze sprzedaży i zysku operacyjnego - poinformował wczoraj Janusz Filipiak, prezes i główny (z żoną) akcjonariusz Comarchu. To oznacza, że skonsolidowane obroty krakowskiej firmy sięgnęły w 2004 r. 330 mln zł, a zysk operacyjny zbliżył się do 20 mln zł. - Zysk netto będzie większy nawet do 50% - uzupełnił prezes. Jeśli deklaracje potwierdzą się, to sięgnie nawet 15 mln zł. W 2003 r. grupa Comarchu miała 256 mln zł przychodów, 15,3 mln zł zysku operacyjnego oraz 9,3 mln zł zysku netto.
Bieżący rok ma być dla informatycznej spółki kolejnym rokiem wzrostu. - Będziemy chcieli utrzymać tempo wzrostu wszystkich wskaźników o 20% i widzimy, że to jest możliwe - stwierdził J. Filipiak. Według niego, spółka wkracza w 2005 r. z portfelem zamówień o 40% wyższym niż rok wcześniej.
Najważniejszym wyzwaniem dla Comarchu w br. będzie zachowanie wysokiego poziomu produktywności w warunkach intensywnego wzrostu, tak aby wskaźnik rentowności utrzymywał się na poziomie z 2004 r. Wtedy sięgnął 6%.
Żeby sprostać temu wyzwaniu, integrator nie będzie już rozbudowywać sieci oddziałów i spółek zależnych na świecie. W zamian skupi się, na "intensywniejszym wykorzystaniu już istniejących struktur w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie, Unii Europejskiej i Europie Wschodniej" - mówił prezes Filipiak. Podtrzymał wcześniejsze deklaracje, że Comarch spowolni tempo wzrostu zatrudnienia do 100-150 osób rocznie. W 2004 r. spółka przyjęła 400 nowych pracowników. Teraz zatrudnia ponad 1,5 tys. osób.