Pod koniec ubiegłego tygodnia wykres kontynuacyjny kontraktów znalazł się w strefie wsparcia, wyznaczonej przez dolną połowę długiej białej świecy z 16 grudnia i poprzedzającą ją lukę hossy. Początkowo wydawało się, że wsparcie zadziała. Świece z piątku i poniedziałku miały wyraźne dolne knoty, świadczące o tym, że po okresie przewagi podaży na rynku zapanowała chwiejna równowaga. Ich wiarygodność zwiększało zrealizowanie minimalnego zakresu spadku, wynikającego z wybicia z klina zwyżkującego. Mimo to we wtorek kontrakty spadały dalej, przełamując wspomniane na początku wsparcie.
Z wykresu dziennego wynika zakończenie trzydniowej konsolidacji i kontynuacja spadków. Pewne wątpliwości pojawiają się jednak po spojrzeniu na wykres intraday. Przełamanie poziomu 1905 pkt. na którym wypadły dzienne minima z piątku i poniedziałku, nie nastąpiło jednym "strzałem". Zamiast tego była cała seria coraz głębszych fal spadkowych i przez ich minima można poprowadzić lekko opadającą linię wsparcia. Razem z linią biegnącą przez kilka ostatnich lokalnych szczytów tworzy ona formację klina zniżkującego. Formacje tego typu częściej zapowiadają wzrost niż spadek. W związku z tym powstający obecnie klin można od biedy uznać za zapowiedź odbicia, zwłaszcza że wczorajsze zamknięcie wypadło jednak ponad jego dolną linią. Rozstrzygnięcie może nastąpić już na początku środowej sesji. Wybicie dołem z formacji, która na ogół zapowiada wzrost, byłoby silnym spadkowym sygnałem i potwierdzeniem tego, co widać na wykresie dziennym. Jeśli jednak formacja zostanie uratowana, to rynek może jednak zacząć rosnąć. W takim przypadku pułapką nie były wcale wspomniane wyżej poszlaki sugerujące wzrost, lecz wczorajsza czarna świeca i przełamanie wsparcia.