Skala wczorajszego odbicia nie daje podstaw do stwierdzenia, że kupujący wreszcie odzyskują wigor. Wręcz przeciwnie. W tym roku nie mają zbyt wiele do powiedzenia, co tylko podtrzymuje wątpliwości przy ocenie ich przyszłej aktywności. Końcówka 2004 roku mijała przy fanfarach na cześć kolejnych rekordów. Wystarczyło zaledwie kilka dni, by nastroje zostały znacznie stonowane. Potwierdzają się tym samym ostrzeżenia, wysyłane przez rynek w ostatnim kwartale ub.r., dotyczące niewielkiej szerokości wzrostu i jego gasnącej dynamiki. Zauważmy równocześnie, że od szczytu z kwietnia 2004 r. WIG zyskał zaledwie 500 pkt, co nie wystawia hossie najlepszej rekomendacji. Tym bardziej że od tego czasu więcej spółek straciło na wartości, niż zyskało.
Coraz większe powody do niepokoju dają rynki zagraniczne. Giełdy w USA reagują w tym roku jak w czasie bessy - ignorują niezłe informacje, spadają po złych doniesieniach. Największe spółki nie przynoszą zbyt dobrych informacji. Zarówno Alcoa, jak i Intel zarobiły w IV kwartale 2004 r. mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Powodów do zaniepokojenia dostarcza wciąż zwiększająca się dziura w handlu zagranicznym, która jest kolejnym argumentem za dalszymi podwyżkami stóp procentowych w USA. Może się okazać, że jedyną skuteczną receptą na zahamowanie narastania nierównowagi w wymianie handlowej będzie spowolnienie wzrostu gospodarczego, który wpłynąłby na zmniejszenie importu.
Wzrost na rynkach akcji z ostatniego kwartału minionego roku odbył się w sporym stopniu na kredyt - inwestorzy wierzyli w podtrzymanie pozytywnych trendów dominujących w 2003 i 2004 r. Wydaje się, że nie będzie to takie łatwe, a rozczarowanie inwestorów jest dobrą pożywką dla trendów spadkowych. Dobrze to widać w przypadku wielu naszych spółek, co do których można mieć obawy o wyniki za IV kwartał 2004 r. Z tym trzeba wiązać spadek notowań m.in. Dębicy, Świecia i Groclinu. Dębica od szczytu straciła już ponad jedną trzecią, a chętnych na jej akcje nie widać. To właśnie pokazuje skalę rozczarowania inwestorów.