Reklama

Wycena - ostatni etap

Zapoznanie się z profilem działalności spółki i jej sprawozdaniem finansowym to dopiero pierwszy krok w analizie fundamentalnej. O tym, czy kupić akcje, decyduje wycena. Jeśli jej wynik jest wyraźnie wyższy od kursu giełdowego, warto nabyć walory.

Publikacja: 14.01.2005 07:30

Najpowszechniej stosowanym sposobem wyceny jest metoda zdyskontowanych przepływów pieniężnych (Discounted Cash Flow, DCF). Przyjmuje się w niej, że obecna wartość spółki to suma wszystkich jej przyszłych dochodów (według ich bieżącej wartości - o tym poniżej), a nie tylko wartość posiadanego aktualnie przez nią majątku. Podejście to jest zgodne z logiką działania giełdy - inwestorów interesuje przede wszystkim to, co może wydarzyć się w firmie w przyszłości. Kto lepiej to przewidzi, ten może więcej zarobić.

Wartość pieniądza

w czasie

Wiadomo, że złotówka otrzymana dzisiaj jest z obecnej perspektywy warta o wiele więcej niż złotówka, jaką otrzymamy np. za 10 lat. Wynika to po pierwsze z inflacji, a po drugie z tego, że pieniądze możemy w międzyczasie ulokować i pomnożyć. Z tego też względu w wycenie spółki nie można po prostu zsumować spodziewanych w przyszłości dochodów. Wszystkie je trzeba najpierw sprowadzić do dzisiejszej wartości, innymi słowy, zdyskontować (i stąd też nazwa DCF). Ogólny wzór na wycenę przyszłych dochodów spółki jest następujący:

W powyższym wzorze jest jeszcze jedna wielkość wymagająca wyjaśnienia - dochód. Teoretycznie można by za dochód przyjąć np. zysk netto, wypracowywany co rok przez spółkę. Eksperci doszli jednak do wniosku, że ta wielkość księgowa nie jest najlepszym wyznacznikiem tego, ile gotówki generuje firma. Z tego względu zazwyczaj stosuje się inny parametr, którego nie można odczytać wprost ze sprawozdania finansowego - wolne przepływy pieniężne (Free Cash Flow). W uproszczeniu można powiedzieć, że FCF to suma zysku operacyjnego (pomniejszonego o podatek) i amortyzacji, która jest co prawda kosztem w ujęciu księgowym, ale nie pociąga za sobą wydatków. Tę sumę należy pomniejszyć jeszcze m.in. o prognozowane nakłady inwestycyjne.

Reklama
Reklama

Model stałego wzrostu

Jeśli uważniej przyjrzymy się powyższemu wzorowi, to nietrudno zauważyć jeszcze jeden problem. Teoretycznie powinniśmy wybiegać z naszymi prognozami w nieskończoność i oszacować, ile spółka zarobi np. za 100 lat. Ponieważ jest to niemożliwe, przyjmuje się pewne upraszczające założenia. Jednym z rozwiązań jest np. przyjęcie, że firma będzie się rozwijać ciągle w tym samym tempie. Wówczas wspomniany wzór upraszcza się do bardzo przystępnej postaci: wartość spółki = FCF prognozowane w następnym roku/(r - g), gdzie: r - stopa dyskontowa; g - założona stała stopa wzrostu FCF (tempo rozwoju). Trzeba zauważyć, że formuła ta ma z matematycznego punktu widzenia sens tylko wtedy, gdy stopa dyskontowa jest wyższa niż stopa wzrostu (g). Taki prosty model DCF stosuje się głównie w przypadku dojrzałych, ustabilizowanych branż przemysłu, np. sektora samochodowego czy telekomunikacji. Częściej jednak wykorzystuje się do wyceny modele, w których zakłada się, że spółka będzie się rozwijała w kilku etapach.

Wartość spółki =

dochód za rok × W1 +

+ dochód za 2 lata × W2 +

+ dochód za 3 lata × W3 +

Reklama
Reklama

+ ... (itd. w nieskończoność),

gdzie

W - tzw. współczynnik dyskontowy w danym roku, np. W1 = 1/(1+r), W2 = 1/(1+r)2 itd.

Parametr "r" to stopa dyskontowa, a innymi słowy - koszt kapitałów spółki. Obejmuje on m.in. stopę procentową, według jakiej firma płaci odsetki od zaciągniętych kredytów i pożyczek.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama