Na wczorajszej sesji po raz kolejny okazało się, że analiza nastrojów panujących na rynku może okazać się pomocna. Po słabej sesji w USA kontrakty rozpoczęły notowania spadkiem o 17 pkt. Także sporym spadkiem rozpoczął notowania indeks, ale mimo wszystko tu skala przeceny była nieco mniejsza. Przez parę chwil obserwowaliśmy ujemną bazę. Pesymizm graczy na rynku terminowym osiągnął poważne rozmiary. Dla pozostałych inwestorów był to sygnał, że sesja nie musi się skończyć w równie złej atmosferze. W końcu rzadko się zdarza, by większość miała rację. Jeszcze przed południem byliśmy świadkami poważnego ataku popytu. Obrót w pierwszych dwóch godzinach osiągnął wartości nie oglądane od tygodni.

Szarża byków była efektowna, ale tylko częściowo skuteczna. Osiągnięciem kupujących było odrobienie strat powstałych w wyniku słabego otwarcia. Niestety, kursy niezbyt długo utrzymały się na plusach. Notowania zakończyliśmy już lekkim spadkiem cen. To trochę rozczarowało, bo przedpołudniowy atak mógł obiecywać ciekawszą końcówkę.

Patrząc na wykres, można dojść do wniosku, że popyt mało się stara. Trzeba przyznać, że wielkość odbicia jest bardzo mała w stosunku do skali poprzedzającej go zniżki. Zamknięcie początkowej luki bessy (jaka przez chwilę pojawiła się na wykresie po słabym otwarciu) dawało pewną nadzieję na wzrost cen. Niestety, przebieg końcówki już tak dobrze nie rokuje.

Oceniając sytuację pod kątem analizy technicznej, wczorajsza sesja faktycznie nie zmieniła zbyt wiele. Odbicie było za małe, by mogło się zmienić nastawienie co do dalszego ruchu cen. Cały czas najbardziej zasadnym jest oczekiwanie dalszego spadku. Wybicie z klina zwyżkującego, luka bessy oraz zejście pod poziom dołka z 13 grudnia ub.r. to argumenty niedźwiedzi. Byki nie mają takich asów.