To był kiepski tydzień dla posiadaczy akcji. Rynek nie chciał iść do góry, więc cierpliwość inwestorów się skończyła. Prawdziwą lawinę wyprzedaży mieliśmy na wtorkowej sesji, na której WIG20 stracił najwięcej od kilku miesięcy. Wielcy optymiści, którzy kupowali futures, dając nawet 30-punktowe dyskonto w stosunku do instrumentu bazowego, zaczęli masowo zamykać swoje pozycje, doprowadzając do drastycznego zmniejszenia bazy (momentami baza była ujemna). Takie zachowanie inwestorów, jak również uspokojenie na sesji piątkowej może przyczynić się do długo oczekiwanego podbicia.

Należy w swoich rozważaniach inwestycyjnych zadać sobie pytanie: czy warto jest na to podbicie zagrać? Co do tego mam wątpliwości, gdyż zdecydowanie zmienia się klimat inwestycyjny na świecie. Jestem daleki od szukania powiązań naszej giełdy z zachodnimi, czy też z giełdą amerykańską, ale zdecydowanie nie postawiłbym złotówki na to, że w obecnej sytuacji nasza giełda będzie "iść" pod prąd. Oznaczałoby to, że podczas złej koniunktury na świecie, korekta na naszym rynku może być bardzo płaska. Z pewnością taka wizja nie zniechęci spekulantów, dla których ryzyko to chleb powszedni, jednak mniej wytrawni gracze powinni zachować ostrożność.

Na spore szansę wystąpienia korekcyjnego wzrostu, który pozwoliłby głównym zainteresowanym na zmniejszenie zaangażowania w akcjach, wskazują ostatnie sesje. Obroty na rynku zmniejszyły się, co świadczy o braku chęci do zawierania transakcji przez inwestorów po obecnych cenach. Może to w konsekwencji przełożyć się na jednosesyjne szaleństwo kupujących. To pozwoliłoby na podciągnięcie cen w wyższe rejony. W związku z tym każde podbicie należałoby wykorzystać do zamknięcia pozycji. Nie sądzę, że po wyprzedaży obligacji i realizacji zysku na złotówce przez zagranicę nagle znowu zacznie napływać nowy kapitał. Przy braku popytu z zagranicy i pełnych portfelach OFE, ciężko liczyć na poprawę sytuacji średnioterminowej.