- W tym roku dopłaty wyniosłyby sto kilkanaście mln zł - powiedział wczoraj wiceminister gospodarki Jacek Piechota. W przyszłym, zgodnie z założeniami MGiP, wzrosłyby do 150 mln zł, a w 2007 roku zamknęłyby się kwotą 115 mln zł. Z dopłat korzystałyby: Stocznia Szczecińska Nowa, Stocznia Gdynia i Stocznia Gdańska. Wypłacać miałby je Bank Gospodarstwa Krajowego.
Zdaniem wiceministra Jacka Piechoty, nowe uregulowanie pozwoliłoby polskim zakładom z branży stoczniowej nie tylko w terminie realizować kontrakty, ale także umożliwiłoby zachowanie ok. 125 tys. miejsc pracy: 25 tys. w samych stoczniach i ponad 100 tys. w zakładach z nimi kooperujących.
Budżet dopłacałby do kontraktów na budowę chemikaliowców, kontenerowców, produktowców i statków typu LNG. Podobny tymczasowy mechanizm ochronny funkcjonuje w krajach UE (m.in. Niemczech, Holandii, Włoszech, Francji, Danii i Hiszpanii) oraz w Norwegii. System dopłat wprowadziła w 2002 roku Rada Wspólnoty. Ma on wyrównywać szkody, które powoduje niewypełnianie przez Koreę Południową zobowiązań wynikających z podpisanego w czerwcu 2000 roku protokołu. Wysokość pomocy z budżetu nie może przekroczyć 6% wartości kontraktu na budowę statku.
Jak podaje ministerstwo gospodarki, choć mechanizm ochronny będzie kosztować budżet 375 mln zł i tak będzie dla Polski opłacalny. Łączny koszt likwidacji branży razem z kooperującymi z nią firmami (m.in. zakładów Cegielski w Poznaniu) wyniósłby ok. 1 mld zł. Przy założeniu, że połowa zwolnionych nie znalazłaby pracy i pobierałaby zasiłek, Skarb Państwa musiałby wypłacić dodatkowo 27 mln zł. Półroczne zasiłki dla byłych pracowników firm kooperujących ze stoczniami - jak oszacowało ministerstwo - sięgnęłyby prawie 30 mln zł.
Zachowanie stoczni w dobrej kondycji da natomiast w ciągu najbliższych trzech lat wpływy podatkowe ok. 2,3 raza przewyższające wysokość dopłat.