Jeśli miałbym szukać racjonalnych uzasadnień dla wczorajszego wzrostu notowań, to wskazałbym na możliwe opóźnienie w ofercie publicznej PZU. Rynek pierwotny stanowi ostatnio ciekawą alternatywę dla giełdy, wykresy kursów podążają bowiem z reguły w zupełnie przeciwnym kierunku niż oczekiwali tego inwestorzy. Szczególnie opłaca się kupować akcje w ofercie, jeśli sprzedającym jest Skarb Państwa. Ten z reguły nie ceni walorów tak wysoko, jak mógłby, stawiając sobie za cel - tak to przynajmniej wygląda - upowszechnienie inwestowania na giełdzie.

Jako drugi czynnik wczorajszego odreagowania wskazałbym podanie do wiadomości serii gorszych od oczekiwań danych makroekonomicznych. Spowolnienie gospodarki, którego wszyscy oczekiwali, stało się już faktem. W pewnym stopniu zostało uwzględnione już w wycenach. Ten czynnik chwilowo przestał negatywnie oddziaływać.

Ważnym probierzem nastrojów, w jakich znajdują się giełdowi inwestorzy, będzie reakcja na zmiany na rynku walutowym. To, co dzieje się ze złotym, jest uważnie obserwowane, po podobno ostatnią falę wzrostową zawdzięczamy inwestorom zagranicznym. Nasz pieniądz znalazł się ostatnio w stanie równowagi względem głównych walut - dolara i euro. Osłabienie złotego postrzegane jest jako niekorzystne dla akcji - oto gracze zagraniczni tracą zyski, co skłania ich do wyprzedaży polskich aktywów. Równocześnie wzrost kursów walutowych, których złoty stanowi mianownik, podraża import i może być jednym z czynników powstrzymujących RPP przed obniżką stóp procentowych.

Ale czy wzrost złotego zostanie odebrany pozytywnie jako zapowiedź powrotu inwestorów zagranicznych? Zwyżka naszej waluty i jednoczesny spadek giełdowych kursów, to byłoby dla giełdy najgorsze rozwiązanie. Mielibyśmy znak, że giełdowi gracze oceniają dalsze umocnienie krajowego pieniądza jako zagrożenie dla wyników eksportu. Wyprzedażą akcji wyraziliby jednocześnie przypuszczenie, że popyt krajowy nie jest w stanie zastąpić sprzedaży zagranicznej w roli lokomotywy PKB.