Po poniedziałkowym zwrocie wczorajszy wzrost bykom się należał. Za to obroty jemu towarzyszące były już nieco zaskakujące. W pierwszej godzinie wartość obrotów w czasie ponad 20-pkt wzrostu WIG20 przekroczyła 140 mln. Potem mieliśmy kilkugodzinną konsolidację, w której przy śladowej aktywności osuwało się kilka największych spółek, ale tylko po to, by na koniec sesji popyt ponownie zaatakował i przy większej aktywności szerokiego rynku doprowadził do utworzenia nowych maksimów odbicia. Wiarygodność wzrostu w końcówce potwierdzona została więc obrotem, a to wszystko sugeruje jego przedłużenie także na dzisiaj.

Mimo takiego byczego zachowania mocno przestrzegam przed zbyt dużym optymizmem. Siła podaży zademonstrowana w ostatnim tygodniu była imponująca i rzadko zdarza się tak szybki odwrót przechodzący w kolejną falę wzrostową. Tym bardziej że poniedziałek trudno nazwać takim "dniem odwrotu", skoro obroty były bardzo niskie. Na razie mamy więc wciąż tylko odreagowanie i zaraz powinna pojawić się większa podaż, która wykorzysta poprawę nastrojów do zmniejszania zaangażowania w akcje. Po ostatnim zachowaniu funduszy nie ma wątpliwości, że nieprędko zobaczymy nowe szczyty.

A jeśli się mylę? Nie po raz pierwszy i nie ostatni, ale jeśli spojrzymy na zniesienia ostatnich trendów, to wciąż należy oczekiwać testowania dołków z 24 listopada, gdzie swój początek miała formacja klina. Tam rozstrzygną się średnioterminowe losy rynku. Zanegowaniem takiej prognozy pogłębienia poniedziałkowych dołków będzie wyjście kontraktów nad szczyty konsolidacji z drugiego tygodnia stycznia, co jednocześnie byłoby pokonaniem 61,8-proc. zniesienia fali spadkowej, rozpoczętej na przełomie roku. Dopiero to pozwoli mówić o możliwości powrotu na szczyty hossy.