Spór trwa już kilka lat. Zaczął się, gdy Ministerstwo Finansów zlikwidowało przepis, pozwalający importerom leków na stosowanie rabatów na sprowadzane produkty.
Złotodajny przepis
Dzięki zapisowi, importerzy osiągali wyższe marże od tych, które resort odgórnie im narzucał. Marża była bowiem obliczana według zawyżonej wartości celnej leków - jeszcze przed objęciem ich rabatem. Ten pojawiał się dopiero podczas płacenia za towar zagranicznym dostawcom lub producentom. Kiedy ministerstwo zlikwidowało przepis, importerzy jeszcze przez rok - zdaniem urzędników bezprawnie - stosowali go. W tym samym czasie znacznie spadła urzędowa, hurtowa marża na leki - z ponad 14 do 9,91%. Dzięki stosowaniu rabatów - dochodziły one nawet do 60% - importerzy mogli zwiększać realne marże nawet do 25%. W uproszczeniu: gdy wartość celna wynosiła np. 100 zł, marża hurtowa mogła wynieść 9,91 zł. Jeśli jednak został zastosowany maksymalny upust, importer w rzeczywistości płacił za lek 40 zł. Ale marża nadal wynosiła 9,91, choć powinna niespełna 4 zł.
Późniejsze kontrole skarbowe uznały, że ponad 30 importerów leków stosujących rabaty powinno zapłacić fiskusowi kary sięgające łącznie 2,5 mld zł. Mimo że rozporządzenie, które zakazywało importerom stosowania rabatów zostało ostatecznie uchylone przez Trybunał Konstytucyjny, rząd postanowił dalej ubiegać się o zwrot pieniędzy.
Oskarżeni również producenci