Reklama

Rok zmiennych nastrojów

Trzyletnia już słabość dolara wynika z dwóch amerykańskich deficytów: obrotów bieżących i budżetowego. USA, żeby sfinansować te deficyty, potrzebują wpływu z zagranicy 2,6 mld USD w każdy dzień roboczy. Amerykańska administracja twierdzi, że nadal podtrzymuje politykę silnego dolara, ale rynki finansowe wiedzą, że tak naprawdę USA chcą mieć słabszą walutę.

Publikacja: 28.01.2005 10:26

Słaby dolar w USA ma pomagać eksportowi (zwiększając konkurencyjności gospodarki) i zniechęcać do kupna zagranicznych produktów, a co za tym idzie zwiększać wzrost gospodarczy i zmniejszać deficyt handlowy. Co prawda, jak widać było ostatnio (w listopadzie eksport spadł), słaby dolar nie pomaga eksportowi w stopniu wystarczającym. Z tego wniosek, że administracja będzie dążyła do jeszcze większego osłabienia amerykańskiej waluty. Będzie również naciskała na Chiny, dążąc do uwolnienia albo rewaluacji chińskiego juana. Aprecjacja juana wzmocniłaby azjatyckie waluty i dodatkowo osłabiła dolara.

Najpierw nieźle,

potem gorzej

Mimo takiej sytuacji, z kilku powodów, w WGI zakładamy wzmocnienie dolara w pierwszym kwartale 2005 roku (do 1,29 USD za euro). Przede wszystkim sentyment był przed końcem roku tak jednoznacznie antydolarowy, że to musiało się skończyć korektą. Poza tym od kilku lat w pierwszej części roku dolar zyskuje, bo mniejszą uwagę przywiązuje się do deficytów obrotów bieżących i budżetowego. Bardzo prawdopodobne jest również, że wkrótce ECB obniży stopy, a Fed z pewnością je podniesie i będzie podnosił aż do poziomu 3,5 proc. Potem będzie już dużo gorzej i dolar pod koniec roku może znacznie zbliżyć się do 1,50 USD za euro. Prognoza WGI mówi o poziomie 1,44 USD za euro. Zakładamy, że można będzie oczekiwać mniejszych zakupów obligacji ze strony krajów OPEC i azjatyckich, powody fundamentalne (duże deficyty) dla słabego dolara nie znikną, bo Amerykanie nadal będą więcej importować niż eksportować, a wojna w Iraku będzie pochłaniała coraz większe sumy. Poza tym dane makro nie będą tak dobre jak tego oczekuje rynek, bo gospodarka zwolni, wpływy podatkowe spadną, reforma ubezpieczenia społecznego dodatkowo zmniejszy wpływy do budżetu i zacznie się dyskontowanie odejścia A. Greenspana (2006).

Wybory

Reklama
Reklama

a polska waluta

Osobnym problemem jest złoty. Jest mocno skorelowany z euro, ale w 2005 roku będzie miał swoje własne problemy. Zakładamy, że wybory parlamentarne odbędą się 19 czerwca, chociaż gwarancji na to nie ma żadnej. Jest jedynie obietnica liderów SLD, ale tego, czego chcą liderzy, niekoniecznie muszą chcieć szeregowi posłowie, którzy stracą na wcześniejszym rozwiązaniu Sejmu kilka niezłych pensji. Jeśli oczekiwania na wcześniejsze wybory staną się bardziej realne, to już w pierwszym kwartale powinno dojść do wyprzedzającego osłabienia złotego. Prawdą jest, że w zeszłym roku nasza waluta nie reagowała na wydarzenia polityczne, ale jednak wybory to coś bardzo realnego i mogącego wpłynąć na gospodarkę. Dlatego też WGI spodziewa się, że do wyborów złoty będzie tracił dochodząc w drugim kwartale do poziomu 4,20 za euro i 3,00 za dolara.

Zabraknie sensownego

programu

gospodarczego

Zakładamy, że po wyborach nastąpi uspokojenie, ale będzie trwała niepewność, a poza tym sezon wakacyjny nie będzie sprzyjał większym zmianom na rynkach finansowych, więc złoty pozostanie stabilny. Czwarty kwartał nie będzie dla złotego dobry. Można założyć z prawdopodobieństwem bliskim stu procent, że do Sejmu dostaną się ugrupowania gospodarczo lewicowe (PiS, Samoobrona, LPR, może PSL i SLD lub SdPl) i jednocześnie w olbrzymiej większości prawicowe obyczajowo, a przede wszystkim populistyczne. Jeśli komuś się marzą rządy PO (chociaż i ta partia nie ma programu gospodarczego), to niech popatrzy na sondaże, w których PiS zyskuje, a PO zaczyna tracić. Prawie pewne jest, że niemożliwe będzie stworzenie przez koalicję PO i PiS sensownego programu gospodarczego. Poza tym bardzo prawdopodobne jest, że nastąpi nowelizacja budżetu - wpływy będą za małe, bo gospodarka nie będzie się rozwijała tak szybko jak to się obecnie prognozuje.

Reklama
Reklama

ERM2 - nieznana

przyszłośćNowy Sejm szybko uświadomi wszystkim, że aby wprowadzić euro, trzeba zmienić konstytucję (art. 227). Nie widać w parlamencie takiej większości, która by tego chciała. Należy zakładać, że wejście do ERM2, w którym to reżimie musimy przebywać przez dwa lata przed wejściem do strefy euro, zostanie odłożone na czas bliżej nieokreślony. Jeśli w czwartym kwartale to będzie już oczywiste, to złoty dodatkowo, choćby z tego powodu, osłabnie. Poza tym z czasem może powstać całkiem inna, bardzo egzotyczna koalicja, bo połączenie na czas dłuższy PO i PiS wydaje się nieprawdopodobne. WGI spodziewa się, że złoty będzie tracił do euro dochodząc w końcu roku do poziomu 4,28 za euro i 2,97 za dolara.

Autor to główny analityk

Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej SA

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama