Słaby dolar w USA ma pomagać eksportowi (zwiększając konkurencyjności gospodarki) i zniechęcać do kupna zagranicznych produktów, a co za tym idzie zwiększać wzrost gospodarczy i zmniejszać deficyt handlowy. Co prawda, jak widać było ostatnio (w listopadzie eksport spadł), słaby dolar nie pomaga eksportowi w stopniu wystarczającym. Z tego wniosek, że administracja będzie dążyła do jeszcze większego osłabienia amerykańskiej waluty. Będzie również naciskała na Chiny, dążąc do uwolnienia albo rewaluacji chińskiego juana. Aprecjacja juana wzmocniłaby azjatyckie waluty i dodatkowo osłabiła dolara.
Najpierw nieźle,
potem gorzej
Mimo takiej sytuacji, z kilku powodów, w WGI zakładamy wzmocnienie dolara w pierwszym kwartale 2005 roku (do 1,29 USD za euro). Przede wszystkim sentyment był przed końcem roku tak jednoznacznie antydolarowy, że to musiało się skończyć korektą. Poza tym od kilku lat w pierwszej części roku dolar zyskuje, bo mniejszą uwagę przywiązuje się do deficytów obrotów bieżących i budżetowego. Bardzo prawdopodobne jest również, że wkrótce ECB obniży stopy, a Fed z pewnością je podniesie i będzie podnosił aż do poziomu 3,5 proc. Potem będzie już dużo gorzej i dolar pod koniec roku może znacznie zbliżyć się do 1,50 USD za euro. Prognoza WGI mówi o poziomie 1,44 USD za euro. Zakładamy, że można będzie oczekiwać mniejszych zakupów obligacji ze strony krajów OPEC i azjatyckich, powody fundamentalne (duże deficyty) dla słabego dolara nie znikną, bo Amerykanie nadal będą więcej importować niż eksportować, a wojna w Iraku będzie pochłaniała coraz większe sumy. Poza tym dane makro nie będą tak dobre jak tego oczekuje rynek, bo gospodarka zwolni, wpływy podatkowe spadną, reforma ubezpieczenia społecznego dodatkowo zmniejszy wpływy do budżetu i zacznie się dyskontowanie odejścia A. Greenspana (2006).
Wybory