- Polski rynek budowlany ma przed sobą wspaniałe perspektywy - twierdzi Jan Gunnar Glave, prezes Skanska, drugiej pod względem wartości sprzedaży grupy budowlanej w Polsce, będącej częścią międzynarodowego koncernu wywodzącego się ze Szwecji. Wtóruje mu wielu przedstawicieli firm z branży. Spodziewają się, że w 2005 roku sektor wreszcie odnotuje poprawę. - Pamiętajmy, że wiele firm, które przewidują wzrost budownictwa w 2005 roku, oczekiwało go już przed rokiem - przypomina Witold Samborski, analityk DI BRE Banku, monitorujący rynek budowlany. Jego sceptyczne nastawienie jest uzasadnione. Mimo oczekiwanej poprawy i nadziei wiązanych głównie z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej oraz napływem megaśrodków na inwestycje, sektor w ubiegłym roku po raz kolejny z rzędu odnotował spadek (produkcja budowlano-montażowa od stycznia do listopada 2004 roku była o 3% niższa niż rok wcześniej).
Niewiele było również firm, takich jak Polimex-Mostostal Siedlce, które mogły się pochwalić w ubiegłym roku znacznie lepszymi wynikami finansowymi. Większość przedsiębiorstw rozczarowała.
"Efekt Unii"
z opóźnieniem
Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. - Faktem jest, że teraz przedstawiciele firm oczekujący znacznej poprawy w branży mają więcej namacalnych podstaw do swoich twierdzeń, jak chociażby dużo grubsze portfele zamówień - mówi W. Samborski. Przykładowo Budimex, stojący na czele największej grupy budowlanej w Polsce, wszedł w 2005 rok ze zleceniami opiewającymi na blisko 2,9 mld zł (rok wcześniej jego portfel zamówień był o 1 mld zł szczuplejszy). - Istotne jest, że rośnie nie tylko liczba, ale też wartość jednostkowa kontraktów - podkreśla Stefan Bekir Assanowicz, prezes Budimeksu-Dromeksu. Większość zamówień to zlecenia z sektora publicznego, współfinansowane przez fundusze unijne. - W pierwszej kolejności ożywienie będzie widoczne w sektorze szeroko rozumianej infrastruktury, ale później przyjdzie też czas na budownictwo kubaturowe - prognozuje Andrzej Ubertowski, prezes Polnordu.