B.J.: Mamy dwa rodzaje doszacowań: z tytułu zaniżania obrotów przez przedsiębiorstwa zarejestrowane oraz szacunki dotyczące pracy na czarno, czyli nierejestrowanej. Jeśli chodzi o pierwszą część, to problem dotyczy głównie najmniejszych firm. Na razie nie korygujemy produkcji dużych przedsiębiorstw, ale też się do tego przymierzamy. Będziemy wprowadzać metody zalecane przez UE. Doszacowanie szarej strefy w całej gospodarce to ok. 14% PKB, w tym ok. 10% z tytułu zaniżania obrotów, a reszta pracy na czarno.
Skąd się biorą te liczby?
B.J.: Wynikają z ankiety, jaką prowadzimy wśród przedsiębiorstw.
Pytacie przedsiębiorców, jaką część dochodów osiągają w szarej strefie?
B.J.: Nie. Pytamy ich, ile powinien wynosić przeciętny dochód na jednego pracującego, aby określona działalność była opłacalna. Chodzi o to, że wielu przedsiębiorców prowadzi deficytową działalność przez wiele lat. W takim wypadku jest oczywiste, że przedsiębiorca musi osiągać dodatkowe dochody, których nie wykazuje. Dlatego, gdy mamy odpowiedzi z ankiety i oprócz tego dane z urzędów skarbowych o wysokości zapłaconych podatków, budujemy tablice przychodów na pracującego. Są one zróżnicowane w zależności od regionu, rodzaju prowadzonej działalności i wielkości przedsiębiorstwa. Porównujemy je z dochodami wykazanymi przez przedsiębiorstwa i na tej podstawie mamy szacunki szarej strefy. Jeszcze inna sprawa to praca na czarno. Oczywiście, mówimy tu o pracy legalnej, bo przestępczej w ogóle nie uwzględniamy.
Czy 14-proc. udział szarej strefy w PKB to dużo?
B.J.: Trudno powiedzieć. Jedni mówią, że to dużo, inni, że mało. Badania, które są w Polsce prowadzone, są rzadkością w innych krajach. Nie publikuje ich żaden z urzędów unijnych. Być może w przyszłości trzeba też będzie szacować działalność nielegalną. Ale to już inną metodą: na podstawie informacji z różnych źródeł, np. o liczbie hospitalizowanych narkomanów. Zrobiliśmy już eksperymentalne szacunki niektórych rodzajów działalności nielegalnej. W tym obszarze jest też ważny problem eksportu i importu usług, np. w handlu narkotykami czy prostytucji.
Co jeszcze musimy zmienić w statystyce w kontekście dostosowania do wymogów UE?
H.D.: Kraj, który jest członkiem Unii Europejskiej, jest zobowiązany na bieżąco wdrażać prawo unijne, również w zakresie statystyki. Na dziś oceny dostosowania Polski do wymogów statystycznych Unii są dobre. Ale są obszary, w których dostosowanie trwa. Jednym z nich są finanse publiczne. Inny obszar to statystyka środowiska. Unia głębiej wchodzi w te obszary i rozszerza badania. Trwają dyskusje dotyczące zmian w statystyce rolnictwa.
Mówiła Pani, że będą zmiany w statystyce środowiska i rolnictwa, jakich jeszcze zmian można się spodziewać?
H.D.: Ważną operacją, o której już powinniśmy mówić, jest tzw. operacja 2007, tj. rewizja klasyfikacji rodzajów działalności gospodarczej.
Co z tego wynika?
H.D.: Dotyczy to praktycznie wszystkich statystyk. Wiadomo, że w gospodarce rośnie udział usług, a dotychczasowa klasyfikacja nie do końca pozwala na właściwe ich ujęcie. Zmienia się tę klasyfikację np. po to, żeby pokazać teleinformatykę. Chodzi o badanie i prezentację nowych, coraz ważniejszych obszarów aktywności gospodarczej. Wprowadzanie tych zmian spowoduje, że agregaty dotychczas pokazywane staną się nieporównywalne. Dlatego trzeba będzie tak pokazywać wyniki, aby zapewnić ciągłość i umożliwić porównywanie. Dotyczy to produkcji, pracy, wynagrodzeń, a w ślad za tym rachunków narodowych.
Dziękuję za rozmowę.