Poniedziałkowe notowania można skwitować stwierdzeniem, że jak nie chce spadać to będzie rosnąć. Skromne obroty w porównaniu z piątkową sesją pomagały bykom windować indeksy na coraz wyższe poziomy, ale trudno w takim przebiegu zdarzeń upatrywać przełomu. Tym razem popyt skupił się na bankach, które odstawały od stawki przez większość ubiegłego tygodnia. Ciekawe, że kupujący omijali PKO BP.

Jednym z najważniejszych czynników determinujących przyszłe notowania na naszym parkiecie będzie kierunek zmian cen na zagranicznych giełdach. W tym tygodniu dowiemy się czy styczniowe ostrzeżenia ze strony członków Fed przed przyspieszeniem cyklu podwyżek stóp procentowych znajdą potwierdzenie w realnych decyzjach. W przypadku papierów długoterminowych inwestorzy zupełnie nie wykazują zaniepokojenia możliwością szybszego zacieśniania polityki pieniężnej niż to miało miejsce w roku ubiegłym. Trudno stwierdzić na ile rynek jest przygotowany na zmianę tempa podwyżek stóp. Słabsze dane makroekonomiczne, a także mocniejszy dolar pozwalają wierzyć, że nie będzie konieczności podniesienia kosztów pieniądza o 50 pkt bazowych.

Te same dane, świadczące o gorszym stanie amerykańskiej gospodarki, zajdują przełożenie na rynek surowcowy. Coraz wyraźniej widać, że szczyt ma on już za sobą. Indeks przyszłych cen towarów (CRB Futures) nie jest w stanie odbić się od trzyletniej linii trendu rosnącego i od blisko dwóch miesięcy porusza się wzdłuż niej. Wyhamowała wzrost średnia krocząca z 200 sesji, ale wciąż pozostaje ona na bardzo wysokim poziomie. W tej sytuacji mówienie o zmniejszaniu się presji inflacyjnej byłoby przedwczesne. Wydaje się, że gospodarki w I kwartale będą jeszcze odczuwać skutki wzrostu cen towarów z IV kwartału 2004 r.

W tej sytuacji trudno myśleć o trwałym ruchu w górę, a tym bardziej o tym, by objął on szerokie grono firm. Widać raczej "polowanie" na te spółki, które przez dwa lata hossy prawie nic nie zyskały, czy nawet straciły (Impel, Hoop, Energomontaże, Elektrim itp.).