Styczeń jest uważany za miesiąc generalnie korzystny dla akcji. I rzeczywiście rzut oka na historie różnych indeksów potwierdza tę obiegową opinię. Przykładowo w ciągu minionych 76 lat S&P 500 zyskiwał na wartości w styczniu 51 razy (67%), frankfurcki DAX w okresie minionych 45 lat wzrastał w pierwszym miesiącu roku 30-krotnie (66,7%), a tokijski Nikkei 225 od 1982 roku 14-krotnie (63,6%). Oczywiście ta przewaga wzrostów w styczniu jest po części efektem inflacyjnego złudzenia: w warunkach systematycznej utraty wartości przez "papierowy" pieniądz każdy rynek w okresie minionych kilkudziesięciu lat wykazywał lekką tendencję do nominalnej aprecjacji (niezależnie od pory roku). Równocześnie styczeń nie był - przynajmniej w USA - wcale miesiącem, w którym wzrost był najbardziej prawdopodobny. Od 1929 roku prawdopodobieństwo miesięcznej zwyżki S&P 500 było większe w grudniu (73,7%) oraz lutym (71,1%).

Pomimo zwyżek z ostatniego tygodnia tegoroczny styczeń okazał się spadkowy, zarówno dla głównych indeksów w USA, jak i dla WIG-u. Obiegowy pogląd głosi, że jest to sygnał zapowiadający niezbyt dobrą koniunkturę w całym roku. Coś w tym rzeczywiście jest. Od 1929 roku spośród 25 lat, które rozpoczynały się styczniowym spadkiem wartości S&P 500, aż 17 - czyli 68% - kończyło się całorocznym spadkiem. Niestety, zależność ta niekoniecznie wytrzymuje test na uniwersalność: dla DAX prawdopodobieństwo zakończenia na minusie roku rozpoczętego spadkiem w styczniu wynosiło po 1959 roku tylko 46,7% (dla Nikkei 62,5%).

A jak to się ma do GPW? Niestety, ze względu na jej krótką historię trudno tu o uogólnienia: w przeszłości spadek WIG w styczniu nastąpił tylko 4-krotnie: w 1995, 1998, 2001 i w 2003 roku (30,8%). Na siłę można twierdzić, że były to ostrzeżenia przed kolejno: apogeum kryzysu meksykańskiego, bankructwem Rosji, globalną recesją (bankructwem Argentyny) oraz napaścią na Irak. Tak naprawdę jednak tylko połowa z tych lat zakończyła się na minusie (1998, 2001), a rok 2003 przyniósł silną zwyżkę cen polskich akcji.