Na początku mojej kariery headhuntera szybko zorientowałem się, jak proces rekrutacji może się różnić w zależności od kultury narodowej. Oto dwie anegdoty ilustrujące ten problem:
Po pierwsze, kiedy na miting międzynarodowych partnerów naszej sieci przyszedł amerykański doświadczony headhunter, natknął się na stertę życiorysów ze zdjęciami. Oburzył się:
- Jak to możliwe? Przecież to dyskryminacja.
Kiedy dużo później wyszliśmy na spacer do parku w Łazienkach dziwił się, że nie spotkał żadnego Murzyna i że dookoła jest dużo krzaków, w których mogą schować się kochankowie. Nasz amerykański partner powrócił do rozsądku i żegnając nas stwierdził, że od Polaków wiele się nauczył.
Po drugie, pracowałem kiedyś z francuskim klientem, który namówił mnie na inny system selekcji. Wymagał ode mnie, aby mógł dokonać razem ze mną pierwszej selekcji. Byłem sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, tym bardziej że kiedy wziął pierwszy życiorys ze sterty aplikacji, powiedział: