Przeciętna różnica między ceną debiutu i wyceną dokonaną przez oferującego jest wypadkową bardzo zróżnicowanych wartości. Stąd też średnia nie najlepiej oddaje rzeczywistość. Jedynie w ośmiu przypadkach na 31 kurs debiutu odbiegał od wyceny o +/-10%, w pięciu o +/-5%. Natomiast zdarzały się też takie przypadki jak Redan, którego akcje debiutowały 46% powyżej wyceny oferującego, czy Hygienika, gdzie różnica była podobna tylko w przeciwną stronę. W 18 przypadkach na 31 debiut wypadł poniżej wyceny oferującego, w 16 przypadkach aktualny kurs w dalszym ciągu jest niższy od niej. Nie daje się zatem obronić teza, że przygotowywane wyceny wskazują wartość papierów nie w chwili, gdy przeprowadzana jest oferta publiczna, ale w dłuższym horyzoncie.
Zazwyczaj przygotowywane są dwie wyceny - jedna oparta na modelu zdyskontowanych przepływów finansowych, druga opierająca się na porównaniu wskaźników, takich jak C/Z, C/WK, C/CF, C/EBIT czy C/S, dla prognozowanych wyników finansowych spółki ze wskaźnikami już notowanych na giełdach firm o podobnym profilu działalności. W pierwszym modelu podstawowe zmienne są przede wszystkim zależne od kondycji i perspektyw firmy i raczej w krótkim okresie nie podlegają gwałtownym zmianom. W drugim wpływ na wycenę ma bieżącą sytuacja na giełdzie. Gdy akcje zaczynają tracić na wartości, obniżają się wskaźniki wyceny, co rzutuje na atrakcyjność papierów debiutanta.
W ubiegłym roku mieliśmy jednak do czynienia raczej z przeciwną sytuacją. Indeksy kończyły 2004 r. na rekordowych poziomach albo bardzo blisko nich. To raczej sprzyjało temu, by wcześniejsze wyceny (porównawcze) były przekraczane. W odniesieniu do wycen dyskontowych taki sam efekt miał spadek rynkowych stóp procentowych w drugiej połowie minionego roku - z 7,6% do 5,8% w przypadku 10-letnich obligacji skarbowych. W związku z tym, że w sprzyjających warunkach kursy nowych spółek miały trudności z dotarciem do poziomów wyznaczonych w wycenach, można podnieść argument, że prognozy wyników, na podstawie których zostały one sporządzone, były zbyt optymistyczne. Takie myślenie w kilku przypadkach potwierdziła szybka weryfikacja przez spółki założeń finansowych prezentowanych inwestorom. Pytanie, na ile analitycy przygotowujący wyceny oferowanych przez własne biura maklerskie walorów są w stanie prawidłowo weryfikować przedstawiane przez władze spółek plany oraz informacje dotyczące przyszłej działalności i jej wyników. W przeciwieństwie do już notowanych przedsiębiorstw w krótkim czasie muszą poznać specyfikę funkcjonowania często niszowych firm z segmentów gospodarki, które jeszcze nie są reprezentowane na giełdowym parkiecie. Takich przykładów ostatnio jest sporo - od PBG, poprzez Elstar Oil, Praterm, JC Auto, ATM Grupa do TVN-u.
Sprzedaż z dyskontem
Akcje tylko jednej spółki były sprzedawane po cenie wyższej niż wycena przygotowana przez oferującego. Stało się tak w przypadku PKO BP. Co ciekawe, ten fakt nie przeszkodził zarówno w dobrym debiucie, jak i w dalszej zwyżce notowań. Kurs banku jest nadal ponad 7% wyższy niż na pierwszej giełdowej sesji. Najprostszym wytłumaczeniem tego jest ogromny popyt na walory PKO BP. Trudno z tym dyskutować. Równocześnie rodzi się jednak pytanie: czym inwestorzy kierowali się przy ich kupnie w czasie oferty publicznej i w pierwszych tygodniach na giełdzie, jeśli decydowali się płacić za nie więcej, niż wynikało to z wartości oszacowanej przez specjalistów. Po pierwsze, wielkość firmy powodowała, iż inwestorzy instytucjonalni, dla których punktem odniesienia są indeksy giełdowe, musieli mieć te papiery w portfelu. Premia wynikała również z płynności walorów, renomy instytucji, stabilności prowadzonego biznesu. Nie bez znaczenia był też medialny szum wokół sprzedaży akcji oraz dostępność i wielkość kredytów, które ograniczyły alokację podczas oferty publicznej i zmusiły część podmiotów do nabywania walorów na rynku wtórnym.
W pozostałych przypadkach spółki oferowały mniejsze lub większe dyskonto wobec wyceny ustalonej przez oferującego przy ustalaniu ceny emisyjnej walorów. Średnio dla 30 debiutantów, jacy pojawili się na warszawskim parkiecie od grudnia 2003 r., wyniosło ono ponad 14%. W 11 przypadkach było ono równe lub większe niż 20%. W kontekście sporych rozbieżności pomiędzy ceną sprzedaży akcji i ich wyceną przez oferującego rodzi się kilka pytań. Można zastanawiać się nad rzetelnością takiej wyceny i tym, na ile ma ona spełniać rolę "wabika" na sprzedawane papiery. Istnieje możliwość, że spółka jest "zmuszona" pozyskać kapitał (przykład Hygieniki) i w związku z tym decyduje się na zaakceptowanie niskiej ceny za walory. Jednocześnie zwraca się uwagę, że ustalenie ceny emisyjnej powinno uwzględniać zarówno interesy spółki, właścicieli sprzedających akcje, jak i podmiotów je nabywających. Pierwsi w swoim dążeniu do uzyskania jak najwyższej ceny powinni uwzględnić to, by zostawiała ona jeszcze wzrostowy potencjał na przyszłość, co zachęcałoby do kupna walorów nowych inwestorów.