Koniec zeszłego tygodnia i początek bieżącego przyniosły dalszy spadek cen ropy naftowej. Notowania znalazły się na najniższym poziomie od miesiąca, reagując na doniesienia dotyczące podaży oraz popytu na paliwa płynne w USA.
Tendencji spadkowej sprzyjała zapowiedź ocieplenia w północno-wschodniej części kraju, które zmniejszy zapotrzebowanie na olej opałowy. Zresztą szczyt sezonu zimowego prawdopodobnie już minął i znaczenie tego paliwa dla rynku naftowego stopniowo maleje. Natomiast coraz więcej uwagi poświęca się rezerwom benzyny, której zużycie rośnie w miarę zbliżania się letniego sezonu motoryzacyjnego. Ponieważ amerykańskie rafinerie zwiększają jej produkcję i podaż jest wystarczająca, przyczyniło się to dodatkowo do spadku cen ropy.
Czynnikiem utrwalającym tendencję zniżkową były też zapewnienia, że Arabia Saudyjska może zwiększyć dostawy tego surowca, aby nie dopuścić do zwyżki notowań.
W środę spadek cen został nagle zahamowany wskutek niespodziewanego zmniejszenia w zeszłym tygodniu zapasów ropy oraz oleju napędowego i opałowego w USA. W Londynie gatunek Brent z dostawą w marcu kosztował wczoraj po południu 43,97 USD za tonę w porównaniu z 43,07 USD w końcu sesji wtorkowej i 44,01 USD w poprzednią środę.
Tymczasem w Indonezji rozważano możliwość rezygnacji z członkostwa w OPEC. Powodem jest spadek wydobycia ropy, w związku z czym kraj ten może przekształcić się z eksportera tego surowca w importera.