Polska jest jedynym krajem w tej części Europy, który od zmiany ustroju nie uregulował kwestii zwrotu majątku zagarniętego bezprawnie po wojnie przez komunistyczne władze. Podejmowano kilka prób - na razie bezskutecznie. Na początku stycznia, po dwóch latach prac, projekt "Ustawy o prawie do rekompensaty za przejęte przez Państwo nieruchomości, niektóre inne składniki mienia oraz rzeczy zabytkowe" przedstawiło ministerstwo skarbu. Pod koniec tego miesiąca rząd skierował go do konsultacji międzyresortowych.
Bony zamiast majątku
Dokument budził bowiem wiele kontrowersji, nawet w ramach rządu. Ministerstwo skarbu szacuje bowiem, że wartość rekompensat, jakie będą wypłacone dawnym właścicielom (i ich spadkobiercom), wyniesie 6 mld zł (sprawa gruntów warszawskich oraz mienia zabużańskiego regulowane byłyby osobnymi ustawami). Dostaliby oni prawo do odszkodowania w wysokości 15% aktualnej wyceny spornego majątku (zarówno z uwzględnieniem wartości z dnia nacjonalizacji, jak i obciążeń).
Nie byłaby to jednak gotówka, a tzw. bony rekompensacyjne. Byli właściciele mogliby kupić za nie, na zasadzie pierwszeństwa, nieruchomości Skarbu Państwa, grunty rolne znajdujące się w zasobach SP (500 tys. ha) oraz grunty nieleśne zarządzane przez Lasy Państwowe (80 tys.). Ponadto przewiduje się możliwość udziału w przetargach na akcje tzw. resztówek Skarbu Państwa, znajdujących się w tzw. rezerwie reprywatyzacyjnej (np. Telekomunikacji, Pekao, KGHM). Jeśli jednak byli właściciele nie będą zainteresowani udziałem w tych przetargach, mogą poczekać, aż państwo odkupi od nich bony.
Finansowy wysiłek