Pierwsza sesja nowego tygodnia na rynku terminowym raczej nie zaspokoiła oczekiwań strony popytowej. Po wzrostowych notowaniach na giełdach w USA można było spodziewać się bardziej zdecydowanego ataku byków. Rzeczywistość okazała się jednak inna - strona popytowa wykazała się raczej brakiem wiary w możliwość przełamania styczniowego szczytu, w wyniku czego kontrakty terminowe odnotowały ujemną bazę. Trudno się dziwić takiemu zachowaniu graczy terminowych, gdy szczyty indeksu osiągane są za pomocą kilku spółek przy małej aktywności inwestorów.

Z technicznego punktu widzenia od kilku dni rynek konsoliduje się w wąskim przedziale pod poziomem styczniowego szczytu. Aktywność inwestorów systematycznie maleje i dopiero wybicie się kursu poza przedział 1950-1980 pkt powinno wprowadzić trochę ożywienia na parkiet. Wspomniana wcześniej ujemna baza może sugerować większe prawdopodobieństwo wyjścia dołem z konsolidacji. Niemniej jednak wskaźnik ten często daje mylny obraz rynku. Wystarczy wspomnieć sporą dodatnią bazę przed silną korektą w II połowie stycznia. Strony popytowej nie wspierają także inne wskaźniki techniczne - większość z nich solidarnie informuje o silnym wykupieniu rynku w krótkim terminie. Oscylatory szybkie wygenerowały nawet krótkoterminowe sygnały sprzedaży. Wyjątek stanowi jedynie MACD, który potwierdza przewagę byków w średnim terminie.

Pozytywne nastroje na giełdach światowych oraz okres publikacji wyników wspierają stronę popytową, natomiast ponowne zamieszanie na scenie politycznej pozostaje argumentem dla niedźwiedzi.