Sprzedaż akcji Ferrari w pierwotnej ofercie publicznej Fiat rozważał już trzy lata temu. Wówczas też chodziło o poprawę kondycji finansowej, ale wybrano inne rozwiązanie - koncern sprzedał udziały w banku Mediobanca.
Teraz wprowadzenie Ferrari na giełdę miałoby się wiązać z restrukturyzacją całej motoryzacyjnej części Fiata (wypracowuje około 40% przychodów koncernu), która ma być następstwem zawartego w zeszłym tygodniu kompromisu z General Motors, kończącego sojusz strategiczny obu producentów aut. Według "FT", Fiat planuje połączyć oddział Maserati, który obecnie podlega pod Ferrari, z Alfa Romeo, a szczegóły tej operacji mogą zostać ujawnione nawet w ciągu najbliższych dni. Wówczas Fiat może też poinformować o giełdowych planach wobec producenta aut z czarnym koniem na masce.
Obecnie do Fiata, który z Ferrari jest związany od 1969 r., należy 56% udziałów w firmie. Resztę kontrolują m.in. Mediobanca, Commerzbank i potomkowie Enzo Ferrari.
Maserati i Ferrari, oba specjalizujące się w autach sportowych z najwyższej półki, sprzedają łącznie około 10 tysięcy pojazdów rocznie. W 2003 r. firmy wyszły na plus, ale według analityków, w zeszłym prawdopodobnie odnotowały nieznaczne straty - wyniki poznamy pod koniec lutego. Eksperci nie chcą zgadywać, ile mogłoby być warte Ferrari, gdyby miało trafić na giełdę. Firma ma bardzo wysokie koszty związane ze startami w wyścigach Formuły 1, choć w dużej mierze są one pokrywane przez sponsorów.
Fiat liczy, że rozdzielając Ferrari i Maserati, i przyłączając tę drugą firmę do Alfy Romeo, mógłby poprawić jej perspektywy, m.in. umożliwiając korzystanie z tańszych komponentów wykorzystywanych przez Alfę i stawiając na wspólny marketing i sieć dystrybucji obu marek. Alfa to w tej chwili jeden z niewielu jasnych punktów w całym Fiat Auto, który cały czas przysparza Fiatowi pokaźnych strat, szacowanych na mniej więcej miliard euro rocznie.