- Jednym z priorytetów dla Citigroup jest bycie jedną z najbardziej szanowanych instytucji finansowych na świecie. Jesteśmy w stanie to uczynić - mówił niedawno prezes potężnej amerykańskiej grupy Charles Prince, odnosząc się do ostatnich skandali z udziałem jego firmy. Citigroup musiała zapłacić różnego rodzaju kary i wydać pieniądze na ugody, co kosztowało ją od 2003 r. już 5,5 mld USD. Oddział inwestycyjny firmy był zamieszany m.in. w odkryty przez nowojorskiego prokuratora Eliota Spitzera konflikt interesów analityków, bank miał swój udział w gigantycznym bankructwie WorldComu, wplątał się w skandal, jeśli chodzi o usługi private bankingu w Japonii, wreszcie w sierpniu ub.r. "namieszał" na europejskim rynku obligacji rządowych, dokonując nielegalnych operacji.

Dlatego zarząd przedstawił pięciopunktowy plan, który ma poprawić reputację firmy. Składają się na niego m.in. polepszenie komunikacji wewnątrz firmy i zmiana systemu płac, ale najważniejsze będą szkolenia. Wszyscy pracownicy grupy na całym świecie mają odbyć obowiązkowe lekcje etyki. Ponadto pieczę nad podwładnymi obejmie sam prezes. Każdego roku, w drugim półroczu, Charles Prince będzie odwiedzał najważniejsze oddziały firmy, zlokalizowane w 100 krajach (być może zawita do Polski, do Amerykanów należy Bank Handlowy). Z miejscowym kierownictwem omówi bieżące problemy, zapozna się z inicjatywami i sprawdzi, czy "wszystko jest w porządku" z punktu widzenia ładu korporacyjnego i etyki biznesu.

Bloomberg