Tylko na otwarcie notowań lekką przewagę osiągnęła podaż - rozpoczęcie sesji wypadło ok. 10 pkt niżej piątkowego zamknięcia. Była to jednocześnie najniższa wartość indeksu tego dnia. WIG20 ruszył do góry, osiągając prawie 2080 pkt już o godzinie 10.50. Tu doszło do przesilenia. Fala spadkowa skończyła się godzinę później, na poziomie 2065 pkt. Od tej chwili kolejne fale wynosiły indeks coraz wyżej aż do 14.20, kiedy indeks osiągnął dokładnie wartość piątkowego szczytu - 2086 pkt. To wzmogło aktywność niedźwiedzi -sprowadzili indeks około 15 pkt niżej. Ostatni kwadrans należał jednak znów do kupujących - zakończenie na 2077 pkt jest kolejnym rekordem zamknięcia indeksu.

Tym samym straciły nieco na znaczeniu obawy analityków o to, czy piątkową sesję należy interpretować jako spadającą gwiazdę. Co prawda nie doszło do pokonania piątkowego maksimum, lecz kwestia dalszego kierunku pozostaje otwarta. Wymowa białej świecy, której minimum znajduje się powyżej poprzedniego, jest dosyć pozytywna. Nie to jednak jest tu kluczem, lecz pochodzenie kapitału, który jest odpowiedzialny za hossę. Jak wiadomo, zagraniczne pieniądze bywają chimeryczne.

Tak duży kapitał nie zasilił naszej giełdy na miesiąc czy dwa, lecz co najmniej na kilkanaście. W dłuższej perspektywie trend nie jest więc zagrożony. Oczywiście, przy założeniu, że nie nastąpią jakieś znaczne zmiany w otoczeniu rynku. Jedną z nich może być zmiana trendu w relacji USD/PLN. Na to zwracają uwagę niemal wszyscy analitycy. Ewentualna obniżka stóp może osłabić złotówkę. Jednak nie przeceniałbym tej zależności. Równolegle z inwestycjami w warszawską giełdę duży kapitał przeważnie zabezpiecza się przed wahaniem kursów.

Bardzo ciekawe i nietypowe jest to, że futures od kilku dni pozostają poniżej indeksu. Wczoraj było to nawet 30 pkt! Tak dużej ujemnej bazy nie było już od 2-3 lat! Jednocześnie ilość pozycji jest rekordowa - 30 tys. W spiskowej teorii rynku nasuwa to podejrzenie, że "rozdający karty" zajmują z premedytacją krótkie pozycje. Czy to prawda? Wkrótce się okaże