W ciągu zeszłego tygodnia i w pierwszych dniach bieżącego wzrost notowań aluminium nabrał tempa. Cena tego metalu przekroczyła 1900 USD, a następnie 1950 USD za tonę i zbliżyła się znów do najwyższego od dziesięciu lat poziomu z końca grudnia, gdy osiągnęła 1965 USD.
Uczestników rynku niepokoi wciąż deficyt aluminium. O jego małej podaży świadczy spadek rezerw. W ciągu ostatnich dwóch tygodni zapasy nadzorowane przez Londyńską Giełdę Metali zmniejszyły się o 5,7% do 614,8 tys. ton.
Za mała jest też podaż podstawowego półproduktu do wytwarzania aluminium - tlenku glinu. Pomimo zwiększenia w zeszłym roku jego produkcji na świecie o 5,1%, do 56,8 mln ton, o czym poinformował wczoraj International Aluminium Institute, Macquarie Bank podwyższył o 30% tegoroczną prognozę wzrostu jego ceny do 442,50 USD za tonę. Australijski bank inwestycyjny - czołowy uczestnik rynku metali kolorowych - skorygował też w górę o 12% spodziewane w tym roku notowania aluminium. Według jego oceny, będą one wynosić średnio 1984 USD.
Zniżce notowań sprzyjało też w ostatnich dniach osłabienie dolara. Wczoraj spadek kursu waluty amerykańskiej pogłębiła zapowiedź zmniejszenia jej udziału w rezerwach południowokoreańskiego banku centralnego.
W Londynie aluminium w kontraktach trzymiesięcznych kosztowało wczoraj po południu 1959 USD za tonę w porównaniu z 1924 USD w końcu sesji poniedziałkowej i 1869 USD w poprzedni wtorek.